2014-12-06

Russian priest exorcises demons from a Russian currency exchange server but fails to boost the ruble



A Russian Orthodox priest casts out demons of the server of the Russian Central Bank responsible for maintaining the ruble (source 1, source 2):

2 DEC 2014: Orthodox Christianity vs
currency exchange demons


I checked the RUB/EUR currency rate, and the exorcism did not help to maintain the rate of the ruble:



Thus the political and IT demons seem to have won.

From the comments to this Facebook post: 
А кто знает, сколько сейчас стоит айфон по крестить? - Does anybody know what is the going rate now to baptize one's iPhone?

Надо бы каждый серверный шкаф открыть и тупо по ведру святой воды, а еще лучше из брандспойта, чтобы наверняка! -  They should leave open each cabinet to such servers and flush it with a bucket of holy water. Even better would be to hose it down to make sure!

2014-11-23

Kolejny ksiądz pedofil - Mariusz G to Mariusz Gałat?

Co sądzicie, czy kolejny ksiądz zboczeniec "Mariusz G" molestujący 12 letnie dziewczynki (i tu), wyglądający tak: 


Źródło
to Mariusz Gałat, czyli taki jegomość?:

Źródło

Źródło
Raczej tak, jako że Mariusz Gałat widnieje w spisie kaznodziejów-katechetów tego kościoła w Siedliskach Tuchowskich pod Tarnowem.

Co ciekawsze, według innego artykułu, kolejny religijny przestępca to też "Mariusz G.": ksiądz, który bezpośrednio przyczynił się do śmierci nowonarodzonego dziecka, poczętego przez niego samego w Poznaniu:
Ojciec dziecka to ksiądz Mariusz G., z wyglądu trzydziestolatek. Starsi kapłani postrzegają go jako trochę nawiedzonego. Mówią, że wszędzie widział "Zło", złe duchy, fascynowały go egzorcyzmy [źródło]
Odsyłacz w tym artykule łączy tych dwóch przestępczych księży.

Co sądzicie?

I dlaczego pozostają oni bezkarni, gwałcąc lub mordując (przez zaniechanie) nasze polskie dzieci?
Kto stoi za tuszowaniem tych spraw?

2014-11-21

Mandala a Polska - Wóz z Bronocic: pierwszy zapis koła i wozu na świecie

Mandala a sprawa polska: "Archeologia. Piąte koło u wozu"

Fragmenty wazy (Wikipedia)

Poniżej zamieszczam odtworzoną kopię artykułu o Wozach z Bronocic: najstarszym rysunku wozu na świecie, znalezionym na ziemiach polskich (!).

Niestety, jest to kolejny zapoznany skarb narodowy, o którym się nie uczy, a ważny dlatego, że dowodzi rodzimego (słowiaskiego, "polskiego") pochodzenia symbolu wozu, koła, mandali w kulturze polskiej.



Duży Format, Gazeta Wyborcza,
Konrad Godlewski 21-08-2003

Skąd wziął się wóz Bronocicach 5,5 tys. lat temu? Tak naprawdę jest to pytanie
o miejsce, w którym dokonano czterokołowego wynalazku. Do tej pory archeolodzy uważali, że stało się to między Eufratem i Tygrysem




Dostałem list: "Szanowny Panie Redaktorze! Pochodzę z miejscowości, w której
jakieś 30 lat temu znaleziono wazę z najstarszym na całym świecie wyobrażeniem
wozu czterokołowego. Pochodzi sprzed 5,5 tys. lat, a więc jest starsza niż
piramidy. Wygląda więc na to, że kolebką cywilizacji była Polska! Niestety
cywilizacja znalazła sobie niezbyt szczęśliwe miejsce do rozwoju, albowiem po
dokonaniu owego znaleziska zapanowała kompletna cisza. O odkryciu prawie nic
nie pisano, a jeżeli pisano, to tylko w prasie naukowej. Waza tkwi w Instytucie
Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie, a kopia jest eksponowana przez
tamtejsze Muzeum Archeologiczne. Taka promocja to żadna promocja!".

Podpis: mieszkanka Bronocic.


Maniek, nie kłusownik


Gdyby nie Maniek Wróbel, kłusownik znad Nidzicy, świat nadal żywiłby
przekonanie, że to Sumerowie, których cywilizacja kwitła 5 tys. lat temu między
Eufratem a Tygrysem, wynaleźli transport kołowy. I nikt nie miałby wątpliwości.

- Tylko niech pan nie pisze, że Maniek był kłusownikiem - radzi Paweł Kamiński,
kierownik domu kultury w Działoszycach. - Wie pan... rodzinie będzie przykro.

Prośbie tej nie uczynię zadość, bo jeżeli naszego bohatera ma za kłusownictwo
dosięgnąć jakaś sprawiedliwość, to już tylko niebiańska. A rodzina Mariana
Wróbla i tak powinna być dumna z takiego krewnego.


Korole


Z początkiem lat 70. we wsi Dziekanowice pod Działoszycami, 50 kilometrów na
północ od Krakowa, młody archeolog Janusz Kruk prowadzi badania sondażowe w
dolinie Nidzicy. Trafiła mu się życiowa szansa na przeprowadzenie wielkich
wykopalisk. Musiał więc znaleźć stanowisko, gdzie naprawdę było warto wbić
łopatę. Wokół archeologów kręcił się Maniek Wróbel.

- Eee, panie, tu nic ciekawego nie znajdziecie - krzywił się. - Na Baskach (tak
miejscowi nazywali pobliskie wzgórze) to co innego. Tam to kamyki, garnki i
korole zupełnie na wierzchu leżą.

Archeolog Kruk i kłusownik Wróbel wyruszają na wzgórze. Kruk szeroko otwiera
oczy: całe Baski pokryte są leżącymi na wierzchu lub tuż pod powierzchnią ziemi
zabytkami z epoki neolitu.

- Nawet teraz każdej wiosny parę wiader się wyora - opowiada Jan Szot, rolnik z
Bronocic, który ma pole na Baskach. - Wtedyśmy nie zwracaliśmy na to uwagi.
Kamienie z dziurami braliśmy za stare liczydła.

Z Basków Maniek ciągnie zachwyconego badacza do swojej chaty. Wyciąga garść
okrągłych glinianych przedmiotów z dziurą na wylot.

- To korole - tłumaczy Wróbel.

- Dobry człowieku, toż to neolityczne przęśliki! - łapie się z głowę Kruk. - W
zamierzchłych czasach służyły jako obciążniki do wyrobu przędzy - wyjaśnia.

- E tam, gadanie - protestuje przewodnik. - To są anielskie korole, bo
widzicie, nad Baskami jest dziura w niebie i jak się aniołom zerwą korole, to
tędy spadają na ziemię.


Luksusowo, furmanką


Późną wiosną 1974 roku na Baskach zaczynają kopać. W Bronocicach, które
znajdują się najbliżej stanowiska archeologicznego, na płotach wiszą ogłoszenia
zachęcające do wzięcia udziału w wykopaliskach. Wysokie stawki odrywają
młodzież od żniw. Dla badaczy uruchomiono stołówkę, w której pracują wiejskie
gospodynie, a w soboty odbywają się słynne na całą okolicę dyskoteki.

- Byłem wówczas didżejem - wspomina Paweł Kamiński. - Zrobiliśmy pierwszy w
okolicy stroboskop i inne efekty. Wszyscy się wspólnie bawili, a okoliczni
ludzie do dziś wspominają te czasy z nostalgią, bo ciągle coś się działo.

- Archeolodzy nie żałowali pieniędzy - mówi Eugeniusz Szot. - W pierwszym roku
kazali się na wykopki wozić furmanką. Potem ktoś ich widać podliczył, bo w
następnych latach fatygowali się pieszo.

Ale największą sensację w okolicy wzbudzili Amerykanie.


O sztuce zadłużania się

Muzeum Archeologiczne Kraków

Wszystko przez Edwarda Gierka. To dzięki niemu i zaciąganym przez niego
kredytom archeolodzy mogli rozwinąć skrzydła. Wśród licznych zobowiązań, które
wzięła na siebie PRL pod jego rządami, były tzw. kredyty zbożowe. Kiedy
przyszło do ich spłaty, Amerykanie byli wspaniałomyślni: "Wydajcie te pieniądze
na cokolwiek, byle nie było to związane z ideologią. Najlepiej na naukę".

Amerykańscy archeolodzy właśnie pracowali nad zakrojonym na szeroką skalę
programem badań neo- litycznego rolnictwa, a bez wykopalisk w Europie Środkowej
program ten byłby niekompletny. Wybrali Polskę. Część pieniędzy ze spłaty
kredytów zbożowych została przeznaczona na archeologię. I tak Amerykanie
trafili do Bronocic. Jednak na czele wykopalisk stanął Janusz Kruk.

- W PRL-u nie mógł to być Amerykanin. To był największy fart w moim życiu -
mówi profesor Kruk.

Rok 1975 przynosi wielkie odkrycie. W odkopanej jamie na najniższym szczycie
Basków (tzw. kulminacja A) asystenci odsłaniają potłuczone fragmenty glinianego
naczynia.

- Kierowniku, znaleźliśmy Łunochoda! - wołają po pobieżnym ułożeniu "puzzla" z
neolitycznych skorup.

- Propaganda trąbiła wtedy o radzieckim pojeździe księżycowym, stąd skojarzenie
asystentów - wspomina profesor Janusz Kruk. - Na dokładniejsze zbadanie waza
musiała jednak poczekać do jesieni, kiedy zamykaliśmy trwające co roku 3,5
miesiąca wykopaliska i przystępowaliśmy do inwentaryzacji urobku.

W 1982 roku Janusz Kruk i Sarunas Milisauskas publikują pierwszy fachowy tekst
o "wazie z wozami". Jednak polskie gazety, radio i telewizja o odkryciu wazy i
wykopaliskach w Bronocicach milczą.

- Moi przełożeni stanowczo zakazali kontaktów z prasą. Bądź co bądź Amerykanie
teoretycznie byli naszymi wrogami.

Wykopaliska były pod stałą opieką tajnych służb, o czym Janusz Kruk przekonał
się, kiedy postanowił je odwiedzić ówczesny ambasador USA, a późniejszy
sympatyk "Solidarności", Richard Davies.

- Na tydzień przed jego wizytą w Bronocicach zaroiło się od "turystów",
osobników w wiatróweczkach z chlebaczkami przewieszonymi przez ramię - wspomina
profesor. - Wreszcie któregoś dnia zajechała czarna wołga. Poproszono mnie na
rozmowę. "My tu, rozumiecie, teren zabezpieczamy - poinformowali pasażerowie
wołgi. - A swoją drogą musicie te wykopaliska urządzać w takiej wiosze zabitej
dechami? Przenieście to raz-dwa w jakieś ładniejsze miejsce, my wam pomożemy".

Sugestia została odrzucona, a wykopaliska kontynuowano do 1978 roku. Kilka lat
po tym, jak Związek Radziecki trafił na śmietnik historii, dla znalezionej na
śmietniku wazy nastał kolejny przełomowy moment. W 1992 roku znalezisko
postanowiło zbadać jedno z najlepszych laboratoriów radiowęglowych na świecie,
w Gronigen w Holandii. Izotop węgla C14, dzięki któremu można szacować wiek
przedmiotów, nie gromadzi się jednak w glinie.

- Waza z wozami potłukła się właścicielowi na kawałki i trafiła na śmietnik,
razem z innymi odpadkami - wyjaśnia prof. Kruk. - Tak się składa, że wylądowała
na ogryzionych baranich kościach.

Holendrzy pobrali próbkę kości znalezionej obok wazy i w 1993 roku jej wiek
oszacowano na 5,5 tys. lat. - Wtedy jednoznacznie okazało się, że waza jest
najstarszym na świecie dowodem stosowania wozu - mówi prof. Kruk. W latach
90. "vessel with wagon motif" (waza z wozami) często pojawiała się w pismach
archeologicznych w Europie i USA.


Między Wisłą a Eufratem i Tygrysem


Wóz czterokołowy to jeden z genialnych wynalazków, bez których trudno wyobrazić
sobie rozwój cywilizacji. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na
współczesny samochód, który zachował pierwotny plan prostokątnej ramy, do
której doczepiono cztery koła. Zniknął tylko dyszel, bo miejsce zwierząt
pociągowych zajął silnik.

Skąd wziął się wóz Bronocicach 5,5 tys. lat temu? Tak naprawdę jest to pytanie
o miejsce, w którym dokonano czterokołowego wynalazku. Do tej pory archeolodzy
uważali, że stało się to między Eufratem i Tygrysem, a genialnymi wynalazcami
byli Sumerowie. To oni przecież dali światu koło garncarskie, liczydło, pismo,
12-miesięczny kalendarz, 7-dniowy tydzień i prawdopodobnie pierwsi na świecie
wytapiali brąz. Jeżeli ktoś w zamierzchłych czasach miał dokonać tak doniosłego
wynalazku, to tylko oni - zgadza się większość archeologów, wśród nich Janusz
Kruk.

Najstarsze dowody na używanie wozu przez Sumerów to gliniane tabliczki z jego
wizerunkiem pochodzące z Uruk (dzisiejszy Irak). Datowane są - pośrednio - na
lata 3565-3428 p.n.e. Datowanie wazy z Bronocic wzbudza mniej wątpliwości,
dlatego to ona jest uznawana za najstarszy tego typu zabytek na świecie. Co nie
znaczy, że gdzieś w piaskach Iraku nie kryją się jeszcze starsze dowody na
istnienie wozu.

Tak czy inaczej - twierdzą zwolennicy teorii "sumeryjskiej" - wóz musiał szybko
dotrzeć do Europy. - Szybko, czyli w ciągu kilkudziesięciu lat - wyjaśnia
profesor Kruk.

Jeżeli przyjąć za pewnik najwcześniejszą, jednocześnie wzbudzającą największe
wątpliwości datę - 3565 rok - to między tabliczkami z Uruk a wazą z Bronocic z
mniej więcej 3520 roku p.n.e. mamy tylko 45 lat różnicy. Inna wersja zakłada,
że wóz mógł zostać wynaleziony na czarnomorskich stepach, gdzie łatwiej byłoby
go używać. W mogile jednej z istniejących tam w neolicie kultur znaleziono
model czterokołowego wozu.


Zwolennikiem kolejnej tezy jest Rafał Małecki, który jako student archeologii
napisał o wazie z Bronocic pracę magisterską (prof. Kruk wyraża się o niej z
uznaniem).

Po pierwsze, dowodzi Małecki, neolityczna Europa wcale nie była tak zacofana,
jak się dotąd wydawało. To mylne przekonanie wzięło się z faktu, że na terenie
Mezopotamii prowadzono w XX wieku intensywne wykopaliska, podczas gdy swoje
ojczyste ziemie europejscy archeolodzy pozostawili stosunkowo nietknięte.
Tymczasem właśnie w Europie wznoszono potężne grodziska z drewna oraz
megalityczne kręgi ze stutonowych głazów (Stonehenge chociażby). Drewniane
konstrukcje uległy rozkładowi, ale potężne menhiry tkwią w ziemi jako namacalny
dowód możliwości technicznych ówczesnych Europejczyków.

Po drugie, Europa miała drewno i świetnych cieśli, którzy łatwo się mogli
przeistoczyć w kołodziejów. Zupełnie inaczej było na Bliskim Wschodzie, gdzie
drewno było rzadkością i trzeba je było sprowadzać z daleka.

Po trzecie, na Bliskim Wschodzie przez stulecia do transportu wystarczały drogi
wodne, a na piaszczystym podłożu pustyni wóz był bezużyteczny, bo się po prostu
zapadał. Tymczasem w Europie istniały niezłe warunki do rozwoju transportu
kołowego, a na terenach podmokłych już w neolicie budowano drogi wykładane
drewnianymi belkami. W Flintbek w Niemczech odkryto 20-metrowe koleiny. Ich
wiek jest porównywalny z naszą wazą.

Rafał Małecki stawia tezę, że wóz czterokołowy został wynaleziony w Europie i
być może stąd trafił na Bliski Wschód. Choć to mało prawdopodobne, być może wóz
został wynaleziony jednocześnie w dwu, a może kilku miejscach na ziemi.

Profesorowie Janusz Kruk z Polski, Sarunas Milisauskas z USA oraz Jan A. Bakker
i Albert E. Lanting z Holandii są ostrożni. W artykule z 1999 roku na
łamach "Antiquity" konkludują: "Pojazdy kołowe pojawiają się jednocześnie
między 3500 a 3350 rokiem w Uruk, Bronocicach i Flintbek. Na razie jest za
wcześnie, żeby stwierdzić, gdzie dokładnie miał miejsce wynalazek wozu".


Pocztówka z neolitu

Źródło: Działoszyce.info

Powód naukowego zamieszania to niewielka - zaledwie 26 centymetrów średnicy -
waza wykonana z wypalanej gliny. Profesor Janusz Kruk przynosi ją z sejfu i
stawia na ławie w swoim gabinecie. Posklejane brązowe naczynie z jasnoszarymi
uzupełnieniami z gipsu wygląda niepozornie.

- Ceramika z tego okresu bywa dużo ładniejsza - mówi profesor. - Ale takiego
rysunku wśród neolitycznych zabytków Europy próżno szukać. To jak snop światła.

Ostrożnie trzymając je w dłoniach, oglądam najstarsze na świecie wyobrażenie
wozu i próbuję sobie wyobrazić, o czym myślał jego twórca. - To jak pocztówka z
neolitu - żartuje profesor Kruk, widząc moją skupioną minę.

- Czemu miał służyć ten rysunek 5 tysięcy lat temu? - zastanawiam się.

- A po co jest sztuka? - pyta retorycznie profesor. - Człowiek, który
przyozdobił wazę, chciał nam opowiedzieć o świecie, który go otaczał, i
posłużył się rysunkiem. Pięciokrotnie wyrył wóz, jako rzut z góry z kołami
pokazanymi en face. Ta zmienność perspektywy ma bardzo dużo analogii, choćby w
sztuce egipskiej. Obok wozu są pola i drogi oraz drzewa. Pod nim - rzeka. Z
wozu wystaje dyszel. W warstwie, z której pochodzi waza, znaleźliśmy rogi wołu
wytarte tak, jakby coś było do nich często przywiązywane. To mogło być mocowane
do dyszla tzw. jarzmo przyrożne.

Najbardziej zagadkowe jest "piąte koło u wozu", czyli okrąg narysowany wewnątrz
wozu. Zdaniem Janusza Kruka jest to widziane z góry okrągłe naczynie do
przewozu płodów rolnych albo ziarna na zasiew. Inni mówią, że to po prostu koło
zapasowe.

Zdaniem Rafała Małeckiego piąte koło ma znaczenie magiczne i reprezentuje dysk
słoneczny. Pradawnym rolnikom, dla których wóz był przydatny w pracy, musiał
się on kojarzyć z dwoma najważniejszymi momentami w roku - zasiewem i żniwami -
kiedy to wyruszali nim w pole. Słońce było dla nich obiektem kultu, bo mogło
ich pracę wspomóc lub zniweczyć. Może grecki mit o bogu Heliosie, który
codziennie wiezie słońce przez nieboskłon czterokonnym rydwanem, jest odległym
echem tych pradawnych wierzeń?

Mit o "słonecznym wozie" jest rozpowszechniony w wielu starożytnych kulturach.
Oprócz greckiego Heliosa jeździli nim jeszcze indyjski bóg Surja i skandynawska
bogini Sol. W Biblii, w II Księdze Królewskiej, czytamy, że Jozajasz, który u
schyłku VII wieku p.n.e. zabrał się do porządkowania bezbożnej
Jerozolimy, "kazał usunąć konie, które królowie judzcy poświęcili Słońcu u
wejścia do świątyni Pańskiej, [...] i spalił w ogniu rydwan słoneczny".

Czyżby bronocickie naczynie było także najstarszym na świecie wyobrażeniem
słonecznego wozu?


Zmęczony profesor i talent pana Bogdana


W Polsce ciągle mało kto wie o tym znalezisku. Pisano o nim w 1995 roku, potem
próbował je rozpropagować Rafał Małecki w "Rzeczpospolitej" i "Wiedzy i Życiu".

- W Polsce brakuje zainteresowania i inspiracji ze strony mediów - bronił się
profesor Kruk, kiedy zapytałem go, jak to się stało, że przez 30 lat nie
zadbano o należytą promocję odkrycia. - Z wazą historia była skomplikowana, bo
żeby trafić do mediów, musiała zaistnieć oficjalnie, a przez politykę - nie
mogła.

- A co po 1989 roku? - dopytuję się.

- Jestem już trochę tą wazą zmęczony - mówi uczony. - Płacą mi za to, żebym
takie rzeczy znajdował i opisywał w prasie naukowej, a w niej bronocickie
znalezisko jest bardzo znane. Niech popularyzacją zajmują się ludzie, którzy
mają do tego talent.

Zadzwoniłem do biura prasowego Ministerstwa Kultury: - Istnieje u nas
departament promocji, ale on nie zajmuje się wyszukiwaniem zabytków do
promowania, bo od tego są mass media.

Samo ministerstwo "przypomniało" sobie o wazie za sprawą kilku listów
nauczyciela z Zespołu Szkół Mechanicznych nr 4 w Krakowie.

Bogdan Witwicki o wazie usłyszał po raz pierwszy w 1994 roku. W 2001 roku
przypomniał sobie o znalezisku, bo chciał uatrakcyjnić swoje lekcje w szkole,
wszak bez wynalazku wozu nie byłoby samochodów! Dowiedział się, że waza jest
zamknięta w sejfie u prof. Kruka. Ponieważ profesor nie chciał się ze swoim
znaleziskiem rozstać, Witwicki wpadł na pomysł wykonania kopii. Pojechał nawet
do Bronocic, bo uparł się, że glina, z której powstaną repliki, musi być
autentyczna. Kopie wykonały uczennice z liceum plastycznego. Pod koniec 2001
roku jedna z nich trafiła do Muzeum Archeologicznego w Krakowie, druga - do
Działoszyc.

Ale tego Bogdanowi Witwickiemu było za mało. Kontaktował się z dziennikarzami i
dzięki niemu kilka razy o wazie napisano m.in. w krakowskim dodatku
do "Gazety". "Gdyby odnaleziono ją, powiedzmy, w okolicach Paryża czy Wiednia
albo Monachium, wiedzieliby o tym wszyscy, a rodzima telewizja kupowałaby filmy
prezentujące jakże frapujący, sklejony z liczących pięć tysięcy lat fragmentów
garnek" - pisała z goryczą Anna Laszczka. "Lepiej tradycyjnie upierać się przy
dawnej tezie, że kolebką zastosowania koła do transportu była Mezopotamia. O
tym fragmencie świata przynajmniej uczą w szkole, a o Bronocicach - oprócz
mieszkańców - nikt nie słyszał".

Z początkiem 2002 roku za sprawą Witwickiego zdjęcie kopii wazy pojawiło się na
250 tys. biletów komunikacji miejskiej w Krakowie. Dzięki niemu waza z Bronocic
jest też wymieniona w 14. tomie najnowszej encyklopedii PWN pod hasłem "koło
jezdne".

W maju tego roku odsłonięto nawet pomnik upamiętniający znalezisko w
Działoszycach. Witwicki pomógł znaleźć sponsorów pomysłodawcy pomnika Pawłowi
Kamińskiemu, kierownikowi domu kultury w Działoszycach. - Marzy mi się skansen
archeologiczny, jeszcze lepszy niż w Biskupinie. Przecież tu w neolicie była
jedna z największych osad w Europie! - deklaruje dyrektor.

Dziś w Bronocicach i Działoszycach niewiele się dzieje. Zakłady, które kwitły
tu za PRL-u, padły. Okolica powoli wymiera.

- Może turystyka byłaby dla nas szansą? - zastanawia się Kamiński. - Może Unia
da jakieś pieniądze na promocję naszego dziedzictwa?


Prapremiera po 30 latach


Profesor Kruk niechętnie wypuszcza wazę z rąk i dziwi się, jaki sens ma
reklamowanie odkrycia po 30 latach. W zeszłym roku o wypożyczenie wazy prosiły
czterokrotnie niemieckie muzea, pojawił się pomysł pokazania jej na warszawskim
Festiwalu Nauki. - To zbyt cenny zabytek, dlatego nie wypuszczę jej z rąk i
powinna być w sejfie, choćby ją ubezpieczono na nie wiadomo ile - uważa
profesor. - Ale gdyby znalazła się jakaś gablota w Muzeum Narodowym, to co
innego.

Kurator Zbiorów Sztuki Starożytnej w Muzeum Narodowym w Warszawie prof. Witold
Dobrowolski o naczyniu z Bronocic nie słyszał. - My się w ogóle nie zajmujemy
paleolitem ani neolitem, a jeśli już, to egipskim - powiedział na wstępie i
odesłał mnie do Muzeum Archeologicznego. Jednak kiedy streściłem mu historię
wazy z Bronocic i najstarszego na świecie rysunku wozu zadeklarował, że jeżeli
to rzeczywiście taki rarytas, to muzeum chętnie wystawi go w holu. Oby tak się
stało.
 
Więcej o tym zapoznanym skarbie:

2014-10-29

Wrocławski Budżet Obywatelski 2014 - religijna niespodzianka

Wśród projektów zaakceptowanych w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego WBO 2014 znalazłem taką perełkę:



A oto pełna strona z listą, jeśli ktoś nie wierzy:

100 000 tysięcy złotych z publicznej kasy. A mogli kolejnego papieża za to postawić.
Oto Polska właśnie.

2014-10-27

USA Federal governement steals your money

Law Lets USA I.R.S. Seize Accounts on Suspicion, No Crime Required



It is worse now than it is under communism or in other repressive countries. And it happens in the land of the free: the USA.

Shudder.

2014-10-23

1944 Polish Warsaw Uprising - unknown facts

Ver. 1.1.1

Warsaw Uprising 1944: source materials

Have you heard of the Warsaw Uprising of Poles against the Nazi Germans where the mostly civilian insurgents fighting fascism were left to bleed and die by the Russians located on the other side of the river?

Murdered and raped Polish civilians
If not, please read about this uprising, about the Ochota and the Wola massacres, and about some Germans responsible for the massacres who were left in peace by West German and US authorities for political gains after the war's end. And about German military sadists and necrophiliacs who mercifully died before their trial.

But it is not all black and white.

Poles were also responsible for killing unarmed civilians for no military reason, en masse. Here are some disturbing testimonies.

[To be translated]

In his memoirs, Zbigniew Blichewicz, nome de guerre "Nick", decribed an execution by Polish insurgents of local Volksdeutschers: ethnic Germans with pre-war Polish citizenship who resided in Warsaw at the time.

Zbigniew saw a garden and against the background of the barracks dozens of people, mostly men, lined up. A group of people of both sexes is witnessing the scene.  

Polish Home Army insurgent soldiers were milling around. Every now and then one of them shot a person from the group that were standing still.
 

The civilian victims were shots one by one, their bodies collapsing to the ground. The scene looked like gruesome ad hoc sport event.

Zbigniew Blichewicz was shocked for a few moments while watching the whole scene. When he finally asked what this was all about, he heard: We smoke up Volksdeutschers! As it turned out, the victims came from the local camp of Germans who had been arrested by the insurgent Poles. When some of these German prisoners escaped, the Polish Home Army soldiers decided to kill the rest, so that the prisoners do not to return to their German compatriots.

Exterminate all Volksdeutschers! German natives, and only those that can aid us somehow, are to be left. Throw the remaining bodies to the barracks, douse with kerosene and burn them! Make sure all burns well! Do not leave any trace!


Polish:
Wszystkich folksdojczów do ziemi! Niemców rodowitych i tylko tych, jak ten, co mogą nam się na coś przydać, zostawić. Ciała reszty powrzucać do baraku, oblać naftą i spalić! Dopilnować, żeby się wszystko dobrze spaliło! Żeby nie zostawić żadnych śladów!

Source: "The fate of German prioners during the 1944 Warsaw Uprising" by  Sebastian Pawlina



[To be translated]
Jedna z uczestniczek Powstania tak o nim pisała:

Kochany, z zachwytem przeczytałam Twój artykuł o powstaniu, jak zresztą zawsze to, co piszesz, czytam. Ale chcę Ci powiedzieć – i tylko Tobie -nie tylko to jest prawdą. Powstaniec warszawski – piszesz – poraził rodzimą nikczemność i obce kłamstwo. I tak, i nie. Byli cudowni młodzi żołnierze, ale byli i tacy, który za 10 złotych dolarów sprzedawali choremu garść czarnej kawy, którzy kradli na kwaterach, co w rękę wpadło, którzy zwłok »ukochanego« dowódcy (Andrzeja Romockiego, syna tego od Dowbora) nie zabrali spod kul o 15 kroków. Z rzeźni na Mokotowie do moich kwater dochodziły tylko kości. Kradzież i pijaństwo nie miało granic. A idiotyzm! W połowie sierpnia przyjechali na Mokotów Węgrzy – że niby się przyłączą. Musiałam wydać dla nich konserwy i wino. Bratano się, wiwatowano i pito. Pokazano wszystko. Pofotografowano, zaśpiewali »Jeszcze Polska…« i odjechali. A zaraz potem grad bomb poszedł na te fotografowane miejsca i nikt się nie przyłączył.
Dlaczego trwało aż 63 doby? Bo niemcy (pisownia oryginalna -przyp. red.] zawsze pod płaszczykiem walki z powstaniem robili antysowieckie przesunięcia wojsk, a nas nie zdobywali. Tylko ostrzeliwali z ciężkiej artylerii i moździerzy, żebyśmy wyzdychali powoli i żeby naszą winą było zniszczenie miasta. Jak tylko potrzebowali jakiejś dzielnicy – zdobywali ją w jeden dzień. Cóż nas broniło? Maleńkie rowy i kilkaset granatów i kilkadziesiąt karabinów. Wjeżdżali czołgami, jak chcieli, ale wtedy kiedy chcieli, nie wcześniej. Były małe sporadyczne bitwy, ale przede wszystkim po prostu trwanie i czekanie na pomoc lub śmierć. Rola zajęcy na miedzy, bo myśliwy zajął się czymś innym.
Człowiek w warunkach za ciężkich – brak wody, światła, jedzenia, ciągły obstrzał – staje się bydlęciem. Akurat jak w warunkach zbyt lekkich. Już we wrześniu powstańcy dzielili się na nielicznych świętych Jerzych – i na bydło. To też jest prawdą. Prawdą tylko dla Ciebie.
I sama godzina wybuchu? Piąta. Akurat robotnicy wracają z fabryk, akurat pół miasta siedzi w tramwaju (wisi na tramwaju). Czyj to był szatański pomysł? Kto ubzdurał sobie, że powstanie zacznie się od desantu na Okęciu? Tak przecie mówili oficjalnie spadochroniarze, których instruował »sam« Sikorski! I tego desantu czekano codziennie i mój mąż [gen. Ludomił Rayski] był trzy razy nad Warszawą ze zrzutami i mówi, że to było piekło, a desant dziecinną mrzonką. Stracili 30 załóg na 95 samolotów, które doleciały. [...]
W początkach lata wysyłano z Warszawy wszystkich cywilnych Niemców. Na 1 sierpnia opróżniono koszar które myśmy tryumfalnie »zajęli« po to tylko, żeby Niemcy wiedzieli, co bombardować. Jak genialnie (Niemcy i Sowieci] dali sobie buzi nad naszym trupem! I jak nieskończenie naiwni byliśmy – my.
»Z siłą ukrytego pożaru muszą się liczyć najpotężniejsi na świecie« -piszesz. Nieprawda. Chciałabym wierzyć, że krew ta nie została zmarnowana. Nie wierzę. Wobec Boga – tak Wobec ludzi – po prostu w błoto”  

Source: Letter of Stanisława Kuszlewska – Rayska to her ex husband, colonel Ignacy Matuszewski, written in 1945, one year after the Uprising.
  

[To be translated:]

Radość szybko przerodziła się w rozgoryczenie, gdy walki zaczęły się przedłużać, przynosząc coraz więcej ofiar cywilnych. Morale cywilów słabło w miarę kurczenia się zapasów żywności, wody i leków. Okupacyjna rzeczywistość nie była łatwa, lecz w porównaniu z warunkami powstańczymi mogła się wydawać czasem spokoju i stabilizacji. Czym bowiem były kłopoty z zaopatrzeniem i kartkami z wcześniejszych lat przy obecnym nieustannym głodzie i pragnieniu?

„Byliśmy tak zgłodniali, że jedliśmy mięso z konia, którego toczyły robaki, jedliśmy też wychudzone koty i psy”, wspominała Barbara Szymakowa, w czasie powstania 13-letnia dziewczynka, mieszkająca u dziadków przy ul. Burakowskiej.
Oczywiście pierwsze dni sierpnia to okres żywiołowego wsparcia powstania. Mieszkańcy sami organizowali się w drużyny. Młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety – wszyscy z równym zapałem garnęli się do budowy barykad. Chętnie też udzielali się w szpitalach i kuchniach polowych. Do czasu.
Już w połowie sierpnia w wielu miejscach miasta panowała anarchia. „Władze administracyjne nie dają już sobie rady. Starosta – człowiek młody bardzo i niedoświadczony – nie panuje nad sytuacją”, skarżył się jeden z powstańców. Drugi w tym samym czasie meldował, że „wzrastała ciągle liczba głosów przeklinających powstanie i rząd”....
Nad rozkazami Armii Krajowej górę brały ogólne zniechęcenie i apatia. 
„Nastawienie ludności w schronach cechuje chorobliwa bierność – alarmowano 12 sierpnia ze Starego Miasta. – Zupełnie biernie znoszą głód (niektórzy nie jadają po 2-3 dni), nie wykazują żadnej inicjatywy w kierunku starań o żywność”. 
Coraz trudniej było o ochotników do stawiania barykad i pracy w szpitalach. W wielu przypadkach dopiero groźbą czy wręcz przemocą powstańcy rekrutowali pomocników.
Minorowe nastroje potęgowane były przez zniszczenia zmuszające ludzi do tłoczenia się w piwnicach. Silne więzy sąsiedzkie rozluźniły się na skutek wymieszania się osób o różnym statusie materialnym, wykształceniu czy poglądach politycznych. W takich warunkach łatwo było o spory i kłótnie, które nierzadko przeradzały się w rękoczyny. 

„Załamywała się dyscyplina, a poczęły szerzyć kradzieże i drobne przestępstwa. (…) Niektórzy stawali się nieczuli na cierpienia innych, nawet jeśli osoby cierpiące należały do rodziny. Przestawano grzebać ciała zmarłych”, wspominał o. Medard Parysz, kapelan powstania. Wspólnota z pierwszych dni walk przestawała istnieć.
Głód, choroby i trudy życia w piwnicach odbierały ludziom wiarę w zwycięstwo. Kwitła jedynie spekulacja. O ile na początku sierpnia litr wody kosztował 200 zł, o tyle po kilkunastu dniach trzeba było już płacić 600 zł za szklankę. Jeszcze droższe były lekarstwa i żywność, o które trwała nieustanna walka między powstańcami a cywilami.

Coraz częściej mieszkańcy domagali się zgody na ewakuację. Pierwsze takie próby podejmowano już na początku powstania, jednak w obliczu ogólnej euforii nikt z dowództwa nie traktował ich poważnie. Chętnym do opuszczenia swoich domów nie robiono problemów, choć niedwuznacznie sugerowano im tchórzostwo. Problem zaczął się, gdy prośby zamieniły się w żądania, a ich liczba zaczęła lawinowo rosnąć.
Pod koniec sierpnia cywile przebywający na Starówce w kościołach Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Franciszka udali się do mjr. Stanisława Błaszczaka „Roga”, domagając się umożliwienia im ewakuacji. Spotkali się z odmową. Jak przekonywał dowódca, 

„jeśli duża grupa osób w towarzystwie osób duchownych opuści ten teren i przejdzie na obszary zajmowane przez Niemców, to wśród powstańców załamie się wola walki. Każdy, kto będzie próbował wyjść, zostanie zastrzelony jako zdrajca”.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że ludność cywilna stała się zakładnikiem powstańców, a nade wszystko ich dowódców. Była im potrzebna, bo bez niej dalsza walka traciła jakikolwiek sens. 
„Gdy zabraknie mieszkańców – przekonywał gen. Okulicki – możemy oczekiwać, że poczuje się żołnierz osamotniony i nie potrafi się zdobyć na obronę tej kupy gruzów, jaką dzisiaj przedstawia Warszawa”.
 Każda strata wśród cywilów była więc dla polskiego dowództwa usprawiedliwiona.

Source: "Hypocritical History of the Warsaw Uprising", by Krzysztof Wasilewski

2014-10-08

Ukraine SEP 2014 trip: In wait for war and peace

Draft ver. 1.2.3

SEP 2014 Ukraine travel report

Quick notes for R's public presentation about his recent sociological cum political trip to Ukraine.

(Editorial note: this post will be fully updated soon - sorry for the mess below.)

Ukraine - what and where's that? 

Quick intro for the non-Europeans in the audience about what to expect. Reference the map of the historical Ukrainian regions and why it was the Communists who helped Ukraine expand.

Travel map

Link to live map of R's Ukraine 2014 trip






Linguistic notes

The name of the country is "Ukraine" and not "The Ukraine". R uses the same convention in Polish: we travel "do Ukrainy" not "na Ukrainę". Same for Węgry, Litwa, etc. Łotwa and Estonia are ok in this regard already: one says in Polish "do Estonii", not "na Estonię".

Sentimental background

For R, his travels to Ukraine always evoke an odd feeling of homecoming: R's family hails from Borysław and a village near Przemyśl, while his girlfriend's family originates from villages near Drohobych (Дрогóбич) and Stanisławów (Івано-Франківськ). One of the reasons for this travel was to find her ancestors.

Antiquated, colloquial or regional Polish terms pacany, frajery, manatki {=baggage}, chłam (хлам, =clothes), konfiskata {=sales}, myto (митний, =customs), kordon, czubić się, opryszek, dziecięce igraszki (дитячі іграшки), voyak (The Good Soldier Švejk) are regular Ukrainian words, used in contemporary political debates, history or in ads. And the reverse is true: hodinnik (годинник, =watch) is standard Ukrainian, while zigarok is allegegedly used only in Hutzul etc. that is a Western Ukrainian regionalism.

Ukraine: the Borderland

The border betwen Ukraine and Poland is an EU (Schengen) border now


Poland: the land of denial
Empty buses to and from Ukraine: 7 people travelling to Ukraine, and only 3 back to Poland.
Smuggling on a bus
Black market: smuggling cigarettes and body armour (now legal).

Yatseniuk, the PM: if over 12 UAH/USD then banks would fail.
Show (Po)Roshenko chocolate.

Ukrainians puzzled why their neighbours do not make use of the favorable rate of exchange between PLN and UAH. Poles are afraid of the war, according to some hotel employees and R enquiries among friends.

Economy in a freefall

For example, in September 2014 it cost 7 EUR (116 hryvnia, UAH) to travel from Przemysl (Poland) to Lviv (Ukraine) by bus and also 7 EUR (120 hryvnia) to travel from Lviv to Odessa by an overnight train in the coupé class (with linen). The major mistake was to withdraw money from cash machines in small amounts: my German bank charged 7 euros for each withdrawal, on top of the low currency rate.

Since Jan 2014 there has been a 30% outflow of individual bank deposits. "Ekspress" newspaper writes about korumpirovanyich i niekompetentich fraieriv na czoli z Yatseniukiem. 18 banks under a temporary administration. Yatseniuk, the PM, said: if currency rate over 12 UAH/USD then banks would fail. It has long been over 14 UAH to USD.

The PrivatBank (Kolomoiski - explain his role) steals even payments for the train tickets. No confirmation code is being sent to railways. Only 400 mln EUR of bank private account holders bank guarantee money is left, needed 500 mln EUR. The fund has paid 500 mln EUR already in 2014. only 12 k EUR/person: mass bankrupcy predicted soon in Ukrainian business newspapers. Over 3 billion USD of gas debts to Russia. Plus 3 billion USD in Yanukovich era debt to Russia.

Ready to invest in Ukraine? PrivatBank offers 11.5% pa in dollar deposits.

Euromaidan leaders fail:
В липні 2014 проти Степана Івановича Кубіва порушено кримінальне провадження за фактом зловживання службовим становищем з метою наживи за махінації на посаді глави НБУ під час проведення рефінансування банків, що призвело до значного обвалу гривні.[6][7][8]
24 серпня 2014 колишній глава НБУ Степан Кубів затриманий в одному з елітних санаторіїв і доставлений до Києва для проведення слідчих дій.[9][10]
In July 2014 against Stepan Ivanovich Kubiv criminal proceedings on charges of abuse of office for profit by fraud as head of the National Bank at the time of refinancing banks, which led to a significant collapse of the hryvnia. [6] [7] [8]

August 24, 2014 the former head of the National Bank Stepan Kubiv detained in one of the luxury resorts and delivered to Kyiv for the investigation. [9] [10]

More info

She resigned on 18 August 2014. Chornovol said that "there is no political will in Ukraine to carry out a hard-edged, large-scale war against corruption."[38]

Hostels: 7 euros too.
R was offered sexual services for this price, as well.

Lviv aka Lwów aka Lemberg aka Leopolis

Lviv logos
Celebrate and value diversity.  [Photo of the Polish restaurant]

Battery was dead when arriving at the bus station. Usualy it is a problem, but here it turned into an opportunity.
Crazy nationalist maidanoviec met: "Slava Ukrainie. Geroyam slava! Slava Natsi! Smert voroham" (RT reports translated it as Heil!).


Very overbearing, zilching zigs off all: the pattern repeated elsewhere. R holding him back, but standing drinks in Kryivka, etc. His teeth broken by Berkut, free studies in Poland for all Ukrainians. Teeth and spine broken by Berkut. Went to prison for setting fire to a "wrong" Orthodox church.

Studies in Poland for free. His ultranationalism helps later.


Many Ukrainians study Polish. Three years at a Dom Polski enough to get the Karta Polaka, a "green card".

Example - Dniepro Polish-visa hopefuls Polish language students.
He: heating engineer. She: architect. She complains that church buildings only are constructed, and one needs connections and bribes to get proper work. After 3 years of study anyone can register for Pole's Card (Karta Polaka), they claim.
Polski Orzel Bialy in Lviv. Wymiana jezykowa: R as jedyny polak. Wizy przez Hindusow: polski konsul nie przyjmuje, wysyla do Hindusow. Witryna nie dziala. Albo wiza za zakupy: trzeba faktury polskie za 500 zl pokazac, to dostaje sie nowa. Biedronka visas.

Maly polak gazeta bring. Koscioly odnowione, ale msze po ukrainsku bo ksiadz ukrainiec.



Kryivka restaurant - first ATO soldiers met, handshake.

A Lebanese Palestinian student Ali talks about the Donbas referendum.
2014 hatred of the Western Ukrainians zapadenets. Fear, intimidation of patriotic Ukrainians.

Ibn Batuta given as R's nickname.

Ill toothless Ukrainian kicked out hospital.
He hated SS Galicia UPA. Told story of Kuznetsov, killed by UPA.
Amazingly pretty salsa girl perfect English makeup.

Westerners never go east of Kyiv as there is nothing there. Nie jada do Donbassu, bo brud i komunizm. Same for Easterners. East does not talk with West, also for language reasons. Strong myths or danergous stereotypes, perpetuated by politicians. R challenges them to meet one another.

Leftist Ania is based in Lviv. Helps organise the vulnerable sectors of society. Paid by Belgium Christians.  Speaks French etc. Leftists misunderstood in Ukraine as oligarchic Communist or separatists. Beaten in Maidan.

In Lviv very peaceful, but it can get dangerous:
15 września, niemal jednocześnie w trzech  obiektach Lwowa; na Centralnym Dworcu Kolejowym, w jednostce Gwardii Narodowej Ukrainy oraz w lwowskiej Izbie Handlowo – Przemysłowej odebrano anonimowe telefony z informacją, że zostały one zaminowane i wkrótce zostaną wysadzone w powietrze.

Lychakovski cemetery, ATO Ukrainian soldiers
Lychakov Cemetery: known by Ukrainians, few Polish do. Monumental propaganda by Polish like the Franco or Attaturk mausoleums. Now for ATO soldiers graves.

Lychakovski cemetery, ex Polish nationalist masoleum


Lviv history museum map show vs. Polish-side "standard" history map:



WWI propaganda by Axis Powers:
Germany and Austria fighters vs. the rest of Europe animals




Yavoriv: NATO exercises

Cancer lady beggar on bus. Many other ones: gypsies playing harmoshka etc. People kind-hearted: a collective culture of sharing.

Military base. Show Afghanistan
WWI propaganda by Russians:
Russian the real soldiers vs. enemy as incompetent

"international soldiers" monument: schizophrenic.

Vodka soldier UPA beggar with knife wielding it in public. Other voyaks poor, deject.
Afghan liberators ukraine monument. Ads for upa unso batallions. Polish take kids. Drunk Upa 3 gen guy, demands glasses, take oit knife. Drafted soldier despite Polish visa. Deject soldier, not home gone, despite kids wife.


Soldiers: UPA sergeant, plus the despondent ones.
Cool with me apart from UPA, drinks vodka. UPA insisting that he fights for me and extortion. R drinks with him: stronger head.
Visually a Shukhevich doppelganger.
Starts to act up.  Me buying cigs and vodka, telling them to cool down. A call from Lviv nationalist arsonist helps a bit. Dragged away by his subordinates, hovers around.

At end he shows how he kills the enemies vorohas with his officer's knife, in a one to one combat.

 Soldiers everywhere, militarization of civilian life

[Show recruitment photos]
NATO expansion till 2014

Hidden military impact of the Ukrainian war on Poland:

W ubiegłym roku obowiązkowe przeszkolenie wojskowo przeszło w Polsce 3 tys. osób, tym roku ok. 8 tys., a w przyszłym 15 tys. W dwóch kolejnych latach armia zamierza przećwiczyć aż po 39 tys. osób. Niektórzy już mówią o „cichej mobilizacji”. Oficjalnie przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej zaprzeczają, by więcej przydziałów mobilizacyjnych miało związek z napięta sytuacją na Ukrainie.

Przydziałów mobilizacyjnych będzie coraz więcej Wezwań na ćwiczenia mogą się spodziewać ci, którzy przeszli zasadniczą służbę wojskową lub byli żołnierzami zawodowymi. Armia najbardziej jest zainteresowana osobami wykonującymi zawody techniczne. Wojsko chętnie sięga po kierowców z kat, C, elektryków czy spawaczy.

– W przypadku szeregowców, chodzi o osoby do 50 lat, w przypadku podoficerów i oficerów do 60 lat – wylicza mjr Wojciech Sukiennik.

Ćwiczenia mają się odbywać w jednostkach wojskowych i potrwają od jednego do 30 dni. Szeregowemu armia zapłaci za dzień ćwiczeń 70 zł, plutonowy dostanie 80 zł, podporucznik 110 zł.

Rejestry mobilizacyjne prywatnych pojazdów Szkolenia rezerwistów to nie wszystko. Armia uzupełnienia rejestry mobilizacyjne prywatnych pojazdów. Na takich listach mogą się znaleźć samochody prywatne, osobowo-terenowe z napędem na cztery koła, SUV-y, auta ciężarowe i autobusy. Ich właściciele, zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony, mogą się spodziewać, że armia nałoży na nich obowiązek „świadczeń rzeczowych”.

Aidar in Amnesty International - war crimes:
[Show photo ad]
While hailed by many nationally as a committed fighting force, the Aidar battalion has acquired locally a reputation for brutal reprisals, robbery, beatings and extortion.

nearly all cases documented by Amnesty International the victims were subjected to beatings at the moment of capture and/or during interrogations, and either had to pay ransom for their release, or had possessions, including money, cars, telephones, and other valuables seized by the battalion members

Religion as a nation-making tool

[Photos of Yehova and other show]
[Photo of praying for ATO]

Four Orthodox religions at least.

Polish Catholic sex abuse priests sent to Ukraine: discuss.


Jehova witnesses everywhere.



Dorożów

UPA bastion. Many Polish killed by Ukrainians, see this article. Germans killed all in Drohobycz, in turn.
[Show photos, UPA again]

Drohobich

Polski kosciol. 1989 oddany. Spalony, matejko, gierymski witraze byly. Park nearby Bandera. Koscielny znak semper fidelis poloniae.

Two old ppl restored church (photo) by travelling nany times to moacow, writing literaturnaya gazeta, vatican. Secret names. In 1989 restored. Gorbachev met with Wojtyla. But other ppl took credit for it. She: pure Ukrainian. Attacked "why not cerkvia". Inscription original King 15 c. gave Latin christians from Russki kostel.
City museum: neglected heritage. If in London or France, thousands coming every day.
Bruno Schultz.

Franki aka Stanislavov

Mention the historical name. Now one of the most Ukrainian nationalist centers.
Explain Bandera and show the monuments.
Show magnets with Putin, Right Sektor.
Show the real one: Bunker, Kryivka in Lviv, Art 11.



City council stormed, now collectsfor Ato.
Great folk art. Neglected history. Seem to despise the non-Ukrainian legacy. video

Odessa

Sophisticated, rich city. Mafia undercurrents visible.





Odessa movers and shakers (they even have their own eponymous street, with three active synagogues, and dozens of black tinted window Porsches):










Terrorism threat palpable: 

In Odessa unknown people conducted a terrorist attack mining the railroad tracks.

Right Sector in Odessa metes out mob justice: extrajudicial punishment of drug pushers
(source)

Drug producers tied up



Trade Unions House


Dom Profsoyuzov (Trade Unions House)
"The Hero city of Sevastopol will liberate the Hero City of Odessa" poster. Details about the killings: the local knows who dunnit.

"Sevastopol (Crimean Russians) will liberate Odessa"



Jem sniadanie, czyli tlusty kotlet z octowa salata w podziemu domu zwiazkow zawodowych w Odesie. Tak tego. Jedynie kafejka dziala. Wypalone okna, szczelne bloki betonowe, kapliczka z opisem co komu sie dokladnie stalo. Oczywiscie niezgodne z oficjalna wersja kijowska.

Podszedlem z tylu ale ciec mnie przegonil. Z przodu Policja pilnuje obietnic wyzwolenia Odessy przez Sewastopol, ze wstazka koloradow. Muzyczka z lat 80 ruskie disco polo. Obok mnie goscie w moro tez podjadaja, wkrotce jada na ATO chyba. Pelna schizofrenia lojalistyczna. Na razie obawiam sie, ze jesli ruskie to podciagna z Krymu, to znajda wielu ukrytych zwolennikow.

Sergeevka - the real fate of the internal refugees

The hHotels lodging refugees had not been paid for 3 months. Akhmetov steps in and pays his fund's money to save the day.

It is hard to withdraw cash for refugees: banks block it even when refugees turn up in Kyiv in person.


I read in a Russian language magazine a whole feature on similar bizhency, the Crimean and Donetsk ones resettled in the Lviv region: in Solyanka and Dobrotvor, to be exact.

 In short, it is not fun. You are forced to live in god forsaken villages, u v few papers, connections, money and even less chance to work in your specialization, or in any job. There is no kaw on internal refugees yet, so they dont have much poiitical or adninistrative leverage. The guys ("chelovyeki" in Ukrainian - sweet name) land in the street. The girls with kids are stuck to push it alone. After the honeymoon prriod, misunderstandings and ill will abound, on both sides. Everybody dreads the winter.

So where do they land afterwards? Some in Poland. 3000 of then so far, pacem this article. We also take in  "right" soldiers' children here for free, and give other under the table help to the Ukrainian army: I took down the relevant ad with me.

We will go on helping and expecting some more in Poland as the war rolls on.... If Putin goes bananas, we ourselves may in turn ask Germans and French for such help one day. Think of the 1980s and the Austrian resettlement camps for us Poles...

Article: banks allow 50 zl/day then 50 zl/month. Block payment cards, en.masse, even in Kyiv. No pension, no budget. Private companies close.

Refugees fare no better. Staye does not pay the dom otdycha. Small srttlements, razval.

було прийнято Гуманітарних штабом при фонді Ріната Ахметова. На розгляді у штабу знаходилося звернення керівництва бази з проханням покрити борг в розмірі більше 2,5 млн грн.

there allegedly were "cast out" of refugees due to lack of funding. Similar problem - in the sanatorium "Medic 2" all in the same Sergeevka. "State does not pay for these people," - said Bloschytsya.

Private companies pay instrad.and then

It was learned that the private business to help IDPs. However, under which scheme and why through this company (" Governor. - Ed.) - Is unclear. Criminal proceedings have not yet opened, but the department for combating economic crime is leading due diligence "

Dead souls

ed, will open criminal proceedings "- told us at the resort.
Asks for help from private foundations
Problems with financing experience and other area resorts, many of whom are forced to turn to charities and organizations. Example, one resorts Sergeevka already turned to Rinat Akhmetov.


Rozmawialem z biezenka, ktorej matka sprzedala martwego meza cialo za pieniadze. Wkrotce potem sama zostala zabita przez syna, brata biezenki, rok przed wojna obecna. O szczegoly nie dopytywalem...

Transnistria aka Pridniestroy: the future of Donbas

One of the unreal countries: not recognized even by Russia.
A West Berlin atmosphere.
The Muchany town: many factories.
A miniature of Ukraine vs Novorosiya stand-off: industry in Transnistria (in the east) works fine, but an unrecognized republic.

A hotel Bendery with a soldier with kalashnikov at the entrance.
Note the sign...

International showers


Austrian cyclist in Transnistria

Modernity mixing with Soviet traditions

Local communist newspare

Communist sight, but...

Church towering over Communist parliament


200 for the locals
300 for Abchazia and South Ossetia
400 for innostrancy (R and such)



Tell the story about an Englishman arrested for bank robbery but then accused of murder, because he traded GBP.


Tank with cover and sokdiers at the bridge.

Crimea: 3 times higher pensions. Donbas expects the same.
Transnistiran money: first plastic coins in the world
Similar in Transdnistria: some Moldovan villages want to join it. Rest of Moldova: mostly anticommunist.

Russia not recognizes. Gives free gaz and energy. Trans pay municipalities but not back to Russia. 4 billion eur. Accrued to Moldova account, as a blackmail to Kishinau.

Banker selling home wine to me: stranger met in street, as wife graduate little prospect. International shower show.



Moldova: another borderland

Kishinau : no tu eres marfa posters any more. "Let us fight the mafia" instead.



The EU influence is seen in the streets. A large building for the OSCE: sizeable military presence.

The hostel worker complained about the "Russians go home" chemodan vokzal rossiya calls to pack their bags.
Ethnic cleansing of Russians in Kazakhstan, Georgia etc. and now in Moldova. Hounded like Jews after 1948.

Jewish were shot in Lipkany: the mythical place for Anatevka from "Fiddler on the Roof".

R walks up 10 km to the train station, but is stopped there, as the border is for the locals only and passing is impossible. Weird guys lurk in a car in the forest with Russian flags in their car.

R takes a taxi to the border, to walk over, but problems with the missing entry stamp, as R entered via Tiraspol. The customs give up and let R through.


Where to go? Chotyń or Kamieniec Podolski? Zbaraż maybe?

R hitchhikes to Ukraine, Frankivsk, with a Ukrainian couple who traveled to Hungary, Bulgaria etc. for yet another tourist trip. Very bad roads: potholes called not holes (dyra) anymore, but crevices (yama). R tells a flat earth joke about the Japanese yama for the Ukrainian and Polish góra (mountain).


Ukrainians explain why roads so bad: the Presidents and Russian "moskals" steal. Central budget. If not them we wd be perfect.

Now money for ATO is needed. They do not fear the winter without heating. Three military drafts in Ukraine so far, but they do no fear being called up.


By way of summary: Eternal Soldier



A Russian kolorad soldier met in Lipkany, Moldova. A former jet-fighter pilot, as he claimed, his story was corroborated by the recent soldiers ration packet box from Russia. Shows respect to R, due to R's older age.

Drunken, slovenly. Claimed to have two wives: one in Moscow, the second one in Moldova. Despised the Moldovan police. A typical homo sovieticus.

When in trouble (stuck at the side of a road at night with R, hitch-hiking), he used the bratie pomogi, "Help, o Brother" phrase, to ask a lift out of Moldova. His method of using hidden extortion reminded R of the UPA soldier met previously in Ukraine.

R begins to understand that such low-level military extortion operates much like high-level war contribution, kontyngenty, depozyt or war taxes. Similar to the Ukrainian soldiers fighting the DNR ones from above a kindergarten in Donbas, one of the last refugee shelters for civilians. Similar to the Donbass rebels' mortars shooting meters from local high rise flats in Donetsk.

War is a racket. Do not let it creep near us. Пусть всегда будет солнце!