2014-07-04

Ateizm w Kairze. Dobra analiza duszy niewolników

Wybacz Gazeto Wyborcza za skopiowanie. Wybacz i autorze, nawrócony na islam były punku Piotrze Ibrahimie Kalwasie, który ze ślepego apologety tejże religii, przeistoczyłeś się znowu w rozsądnego, ironicznego faceta, artykuł ten popełniając.

Cytuję go tutaj in extenso, gdyż rzuca nam mocne światło także na duszę wszelkich niewolniczych nacji, w tym nas - Słowian, które mają pietra głosić, w co wierzą (rzadziej), lub nie wierzą (bardzo często).

Oryginał:
https://archive.today/PNrVH


Tytuł: Wierz albo fuck off. Kalwas o ateistach w Egipcie 

Autor: Piotr Ibrahim Kalwas 

Data publikacji: 03.07.2014

Źródło: Internetowa Gazeta Wyborcza


Mansura i Darię poznałem na Facebooku. Nie chcieli rozmawiać ze mną przez internet, musiałem przyjechać do Kairu. On ma 24 lata, ona 23. Mansur skończył medycynę, Daria kończy germanistykę. Siedzą przytuleni do siebie, cały czas gładzą się po rękach. To rzadkość w egipskich knajpach. Oboje deklarują coś, co w Egipcie nie mieści się w głowach przytłaczającej części społeczeństwa - ateizm.
Siedzę z Darią i Mansurem na tyłach placu Orabiego w Kairze, w stylizowanej na art déco kafeterii. Salę wypełnia słodki dym z fajek wodnych i aromat kardamonowej kawy. Przy stolikach prawie sami młodzi obojga płci, wszyscy w zachodnich ciuchach, ani jednej dziewczyny w hidżabie. Laptopy, smartfony, słuchawki w uszach, wszyscy na wi-fi. Inny Egipt.

- Dużo jest ateistów w Egipcie? - pytam.

- Nasza strona na Facebooku ma niespełna 500 polubień, ale zwolenników mamy dziesiątki tysięcy - mówi Mansur. - Zresztą takich stron w egipskiej sieci jest już kilkanaście.

- Ludzie nawet anonimowo boją się popierać ateistyczne poglądy, chociaż w głębi duszy czują się ateistami - dodaje Daria. - Strach przed uznaniem za niewierzącego jest tutaj monstrualny.

- Dlaczego?

- Nie zapominaj - mówi Mansur - że w oficjalnej wykładni islamu apostata podlega karze śmierci.

- No tak, ale przecież egipski kodeks karny nie przewiduje takiej kary.

- Oficjalnie kary śmierci za apostazję w Egipcie nie ma - mówi Daria - jednak de facto ateizm jest zakazany przez egipskie prawo. Nieoficjalnie apostata czy ateista jest podciągany pod paragrafy o "obrazie uczuć religijnych" oraz "naruszaniu zasad moralnych" i często trafia do więzienia, gdzie ma przechlapane, podobnie jak np. pedofil. Tutaj stawia się znak równości pomiędzy ateistą a najgorszym mordercą czy zboczeńcem. W Egipcie musisz w coś wierzyć. Jeżeli nie jesteś muzułmaninem, to musisz być chrześcijaninem albo żydem, chociaż wtedy jesteś obywatelem drugiej kategorii i pariasem. Nawet jeśli zadeklarujesz się jako wyznawca słonia Ganeśa, ludzie popukają się w czoło, ale zaakceptują to. Jeżeli natomiast powiesz, że jesteś mulhidem - ateistą - to automatycznie odpadasz ze społeczeństwa, rodziny, przyjaciół, jesteś wyklęty. Tu jest terror wiary. Musisz wierzyć albo fuck off.

Religijny apartheid
Konstytucja egipska mówi, że "islam jest religią państwową", a "szariat jest podstawą prawa". Od początku rewolucji wiele grup demokratycznych bezskutecznie walczy o usunięcie tego punktu. Aktywiści sił wolnościowych walczą także o zniesienie przymusowej nauki islamu i Koranu w państwowych szkołach, a także o likwidację upokarzającej rubryki w dowodzie osobistym, w której musi być wpisane wyznanie: muzułmanin, chrześcijanin, żyd lub "inny".

- Ten wpis to religijny apartheid - mówi Mansur. - Masz "chrześcijanina", to jesteś żółtek, masz "żyda" - jesteś brązowy i wróg, masz "inny" - to możesz od razu pakować walizki i wynosić się z Egiptu.

- A co ty masz w dowodzie?

Mansur wyjmuje z portfela kartonik i pokazuje mi. W rubryce "wyznanie" jest nalepka "Real Madrid".

- To w końcu królewski klub, nieprawdaż? - Mansur puszcza do mnie oko.

- Mansur, jaka jest twoja historia? - pytam.

- Wyrzucili mnie z domu na pierwszym roku studiów. Wtedy powiedziałem rodzicom, że nie wierzę w Boga - Mansur podnosi do ust filiżankę z cappuccino. - Moja rodzina to lekarze, kairska inteligencja, żadni konserwatyści. Ojciec - bardzo znany lekarz, kilka kochanek, barek pełen whisky i koniaków - kilkakrotnie wzywał mnie do odwołania deklaracji niewiary w Boga, chciał nawet kupić mi jeepa, żebym tylko zmienił decyzję. Kiedy odmówiłem, wydziedziczył mnie w sądzie i kazał się wynosić. Od pięciu lat nie mam żadnego kontaktu z rodzicami. Jak dzwoniłem do domu, to od razu, bez żadnego przywitania, kazali mi wypowiadać przez słuchawkę muzułmańskie wyznanie wiary. Kiedy odmawiałem, odkładali słuchawkę. Pomogła mi nasza grupa ateistyczna. Mieszkam sam, teraz strasznie się cieszę, że wyjeżdżam do Edynburga, i zrobię wszystko, żeby zostać tam na stałe. Tutaj jestem banitą, odszczepieńcem, w oczach większości godnym tylko śmierci, wyklętym mulhidem. Mulhid w języku arabskim jest synonimem nie tylko ateisty, ale także dewianta.

Strach
Nawet w tej modnej, pełnej roześmianych ludzi, przesiąkniętej nowoczesnością knajpie Mansur i Daria zniżają głosy i mimowolnie rozglądają się na boki. Rozmawiamy tylko po angielsku.

- Boicie się?

- Cały czas.

- Czego?

- Śmierci - Daria pochyla głowę. - Państwo cię nie zabije, ale rodzina - tak. Nasza strona na Facebooku informowała o przypadkach skrytobójczych morderstw popełnianych na apostatach.

- Kto to robi?

- Rodziny, najbliżsi. Wynajętymi bandziorami. Wyobrażasz sobie? Twoi rodzice wynajmują bandytę, żeby cię zabił, bo przestałeś wierzyć w Boga. Piękna religijność, nieprawdaż?

- Rewolucja nie pomogła egipskim ateistom? - pytam.

- I tak, i nie - odpowiada Mansur. - Pomogła, bo uwolniła ludzi z opresji cenzury i mogliśmy wreszcie zrobić coming out, ale jednocześnie też uwolniła demony, które na nas polują.

- Jakie demony?

- No, fundamentaliści: Bractwo Muzułmańskie, salafici, dżihadyści. Jeden z salafickich przywódców powiedział, że "śmierć dla nas to za mało". Przez
rok rządzili, drżeliśmy wtedy o życie. Każde pukanie do drzwi wywoływało u mnie paraliżujący strach, każdy nieznany numer dzwoniący w komórce powodował, że drżałem. Już nie rządzą, ale strach pozostał.

- Oni też zrobili coming out - śmieję się.

- Niech będą przeklęci - Mansur wydmuchuje dym z sziszy. Nie podziela mojego rozbawienia, ma poważną minę

- Naprawdę tak bardzo się was boją? - pytam.

- Wiesz, czego najbardziej boi się przeciętny Egipcjanin? - Mansur odpowiada pytaniem.

- No?

- Liberalizmu. Nie biedy, kapitalizmu, Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Izraela, tylko kultury liberalnej i jej demokracji.

- Trochę to dziwne, kiedy przypomni się sobie miliony ludzi na ulicach walczących z Mubarakiem, a potem z Bractwem Muzułmańskim - mówię. - Walczyli o wolność, nieprawdaż?

- Tak, ale nie o taką wolność, jaka jest na Zachodzie. To ludzie w Europie tak myślą. Tutaj tak naprawdę mało kto wie, czym jest demokracja, a kiedy uświadamiasz ludziom, czym jest prawdziwa wolność, są przerażeni. Nie chcą cenzury politycznej, ale nie wyobrażają sobie życia bez cenzury obyczajowej. Chcą zachodnich wartości, ale okrojonych z nagości, ateizmu, kontrowersyjnej sztuki czy jakiegokolwiek zwątpienia. Tutaj ludzie szukają bliżej niesprecyzowanej "trzeciej drogi", której tak naprawdę nie ma. Dlatego tak mocne są tutaj sentymenty do takich typów jak Chávez czy ten koleś z Boliwii i niechęć do USA. Większość nie chce islamskiego państwa, ale nie chce też zachodniej demokracji z jej nieskrępowanym liberalizmem. Stąd takie tęsknoty za silną ręką i quasi-socjalistycznym etatyzmem a la Naser.

- Dlatego ponad 80 proc. Egipcjan popiera armię, tak?

- Tak. I czy to się komuś podoba, czy nie, armia jest błogosławieństwem i przekleństwem tego kraju jednocześnie. Nie są aniołami, są bezwzględni i często okrutni, ale gdyby nie wojskowi, być może nie rozmawialibyśmy teraz z tobą, bo być może siedzielibyśmy w Tura, największym kairskim więzieniu, a ta knajpa zamieniona byłaby w meczet. Armia spuściła porządny wpierdol brodatym, którzy tylko marzą, żebyście tam w Europie pozdychali albo nawrócili się na islam. Europa zawdzięcza wiele egipskiej armii, wam na Zachodzie trudno to zrozumieć. Obama cofnął pomoc dla wojskowych za to, że obalili fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie, wroga Ameryki nr 1 - czy wy tam jesteście aby normalni?


- To polityka, Mansur, ale czy naprawdę wierzysz, że armia jest gwarantem demokracji w Egipcie?
- Nie wierzę, ale jest gwarantem, że islamiści nie wrócą. Tu jest Afryka, brother.

- A twoja historia, Daria?

- Popatrz na moje ręce - Daria w odpowiedzi pokazuje mi swoje dłonie pokryte bliznami. - To mi zrobili, kiedy ogłosiłam, że jestem miszarfą.

- Miszarfą?

- Tak - Daria uśmiecha się smutno. - To moje prywatne określenie na agnostyczkę. Miszarfa znaczy "niewiedząca". Bo ja wcale nie deklaruję się jako ateistka, tylko agnostyczka. Bóg jest dla mnie niepojętym i nieznanym. Nie wierzę w Niego, ale też nie neguję Go. Za to też mogą tutaj zabić. Nie pochodzę z inteligencji jak Mansur, pochodzę z małego miasteczka w delcie Nilu, od dziecka chodziłam w nikabie. Tam obowiązuje prosta zasada: nie wierzysz, nie żyjesz. I tak mam szczęście, że piję teraz z tobą kawę, a nie leżę w dole z wapnem.

- Kto cię bił?

- Brat. Bił mnie kijem, matka go zachęcała. Właściwie to bili mnie wszyscy od pierwszego dnia, kiedy im powiedziałam, że wątpię w Boga: brat, siostra i matka. Tylko ojciec mnie nie bił, umył ręce, nie wytrzymał tego nerwowo i wyprowadził się z domu. Ludzie z mojego miasteczka pluli na mnie i rzucali kamieniami, kiedy szłam po zakupy. Sprzedawcy nie chcieli mi nic sprzedać, mówili, że świnia nie może żyć wśród muzułmanów. Rodzina budziła mnie w nocy i kazała czytać na głos Koran. Jak odmawiałam, to mnie bili, kopali, oblewali wodą. Zamykali w pokoju, a pod drzwiami ustawiali głośniki z recytacją Koranu i włączali na maksa. Myślałam, że pękną mi bębenki, wariowałam od tego. Wyzywali od kurew, niewiernych dziwek, nie dawali jeść, ale najgorsze, że spalili mi wszystkie książki, całą moją bibliotekę...

- Co to były za książki? - przerywam dziewczynie.

- Głównie filozofia niemiecka, bo to moja pasja. Sporo literatury europejskiej. Prawie wszystko po niemiecku i angielsku, bo u nas praktycznie niczego się nie tłumaczy z obcych języków, księgarnie są pełne tylko arabskiej literatury religijnej albo książek kucharskich. Miałam ponad 200 książek, skupowałam je w internecie i po antykwariatach kairskich, wszystko spalili... - Daria pochyla głowę i szybkimi ruchami ociera łzy. - Brat i siostra przywiązywali mnie do krzesła przed telewizorem i kazali słuchać wykładów jakiegoś szejcha. Brat wrzeszczał: "Pięć minut jego przemowy jest warte tysiąc razy więcej niż wszystkie twoje przeklęte książki". Wreszcie wykopali mnie z domu. Dosłownie, mój brat na koniec kopnął mnie i razem z matką opluł. Podobnie jak Mansurowi pomogli mi kairscy ateiści. Pierwsze, co zrobiłam w Kairze, to spaliłam nikab, tak jak oni spalili mi moje książki. Wynajmuję małe mieszkanie razem ze studentką American University of Cairo.

- Ateistką?

- Nie, to pobożna dziewczyna, modli się pięć razy dziennie, ale jest wrogiem islamizmu. To dzięki temu uniwersytetowi, oni tam uczą tolerancji.

- Też chcesz wyjechać?

- Oczywiście. Tutaj jestem skończona. Niewierzący nie dostanie w Egipcie żadnej pracy, nie zostanie dopuszczony do pełnienia jakiejkolwiek funkcji państwowej, jest całkowicie wyrzucony poza społeczeństwo. Chcę wyjechać po studiach do Austrii. Mam tam dalekich kuzynów. To otwarci ludzie. Chcą mi pomóc. Moja rodzina w miasteczku nazywa ich psami.


W październiku 2012 policja aresztowała dwoje koptyjskich 10-latków za "sikanie na gazetę z wersetami z Koranu". Sąd po długim i groteskowym procesie uniewinnił dzieci. W tym samym roku sędziowie Bractwa Muzułmańskiego postawili w stan oskarżenia najbardziej znanego egipskiego aktora komediowego Adela Imana za "bluźnierstwo, obrazę i kpinę z islamu". Iman w jednym ze swoich filmów założył nikab, a w innym występował z przylepioną brodą, udając fundamentalistę.

- Wiesz, że ktoś cały czas kasuje nasze filmy na YouTubie? - mówi Mansur.


- Jakie filmy?
- Zamieszczamy na YouTubie i na naszej facebookowej stronie różne dokumenty o ateizmie w Egipcie i w krajach muzułmańskich. Ciągle ktoś to hakuje. Dostajemy też online tony wyzwisk i pogróżek z załączonymi w prezencie wirusami.

- To służby bezpieczeństwa?

- Nie, na pewno nie, oni mają poważniejsze sprawy na głowie niż ganianie za ateistami. To fundamentaliści i fanatycy. Głównie z obalonego Bractwa Muzułmańskiego. Pełno ich w necie. Mszczą się.

- Czytałem na waszej facebookowej stronie, że ateistów w Egipcie są prawie 3 miliony. Czy to może być prawda?

- Nie, to nieprawda - żachnęła się Daria. - To stanowczo zawyżona liczba, typowa egipska przesada; myślę, że jest nas nie więcej niż 100 tysięcy. Niemożliwe jest dokładne ustalenie liczby ateistów i agnostyków w którymkolwiek kraju muzułmańskim, bo - jak ci mówiłam - nawet w anonimowych sondażach ludzie niewierzący boją się złożenia takiej deklaracji.

- To jest odwieczny, genetycznie zakodowany strach przed winą i karą - włącza się Mansur. - W społeczeństwach teokratycznych ludzie nie potrafią swobodnie, racjonalnie myśleć od wieków. Są ofiarami religii. Boją się nie tylko innych, ale - może przede wszystkim - gromu z jasnego nieba. Wina, wina, ciągłe wyrzuty sumienia, że grzeszę i zostanę ukarany. To dlatego społeczeństwa muzułmańskie są tak zacofane, bo panuje w nich strach przed szeroko rozumianym wolnomyślicielstwem. Tu się nie stawia pytań, bo odpowiedzi są gotowe od wieków w świętych tekstach.



Kara śmierci za ateizm i apostazję obowiązuje w siedmiu krajach na świecie. Wszystkie są muzułmańskie: Afganistan, Arabia Saudyjska, Iran, Malediwy, Mauretania, Pakistan i Sudan. W kwietniu dołączył do nich kolejny - sułtanat Brunei.

- Wielu ludzi w Egipcie deklaruje ateizm albo agnostycyzm - kontynuuje Mansur. - Ale wystarczy, że nagle zachorują albo ktoś z ich najbliższych umrze, wystarczy, że im ukradną samochód, a natychmiast uznają te fakty za karę boską i pędzą do meczetów wypłakać się w ramionach szejchów i imamów. Potem poszczą, karmią biednych, modlą się, a potem znowu do nas wracają - i tak w kółko. Wieczne poczucie winy.

- Czy Koptowie też porzucają religię?

- Też, ale rzadziej - mówi Daria. - Egipscy Koptowie są prześladowani przez muzułmanów i dlatego jednoczą się wokół Kościoła. Ale znam kilkanaście przypadków porzucenia chrześcijaństwa przez Koptów. Tak jak my musieli uciekać ze swojej społeczności, bo grożono im śmiercią.

- Oczywiście jeżeli Kopt porzuca swoją wiarę i przyjmuje islam, to ma do przodu - śmieje się Mansur. - Często tacy neofici stają się potem największymi radykałami. Jeżeli ziomkowie takiego Kopta konwertyty nie zdążą go zabić, to państwo i muzułmanie go chronią. Wiesz, że każdy Kopt konwertyta dostaje tutaj ochronę policyjną? Ale są Koptowie ateiści. W czasie rządów Bractwa głośny był przypadek Albera Sabira, młodego Kopta skazanego na więzienie za "obrazę islamu i chrześcijaństwa".

- Co zrobił?

- Głównie rysował w internecie. Boga z długą brodą, proroków w kalesonach, Jezusa na deskorolce - o, takie tam. Przede wszystkim skazano go jednak za umieszczenie na swojej stronie głośnego filmu "Niewinność muzułmanów" i za ostentacyjne ogłoszenie się ateistą.

- A dlaczego właściwie młodzi Egipcjanie porzucają religię? Czy zawsze tak było, czy to nowe zjawisko?

- Kiedyś o tym w ogóle się nie mówiło, ale wiesz, my w Egipcie lubimy, jak wszystko jest halu - czyli słodko i fajnie, wszystkie wstydliwe problemy zamiatamy pod dywan. Jak zapytasz Egipcjanina o ateistów, punków, transwestytów, obrzezane kobiety czy homoseksualistów, to zrobi wielkie oczy, zawoła: "Bój się Boga!", i powie, że tego wszystkiego nie ma. Ateizm narasta cały czas po arabskiej wiośnie, bo po pierwsze, wyszedł z podziemia, a po drugie, wielu młodych ludzi po raz pierwszy ujrzało po rewolucji prawdziwe oblicze fundamentalizmu. Paradoksalnie Bractwo Muzułmańskie swoją islamizacją Egiptu bardzo nam pomogło.


W 2013 roku, jeszcze za rządów Bractwa Muzułmańskiego, na karę więzienia skazano egipskiego pisarza Jusufa Zidana - za publikację książki "Teologia arabska a korzenie przemocy". W tym samym roku wszczęto postępowanie przeciwko mieszkającej w Kairze syryjskiej aktorce Raghdzie, która według oskarżyciela "publicznie wyśmiewała żonę Proroka, przypisując jej żydowskie pochodzenie, i kpiła z Koranu".


- Mamy pełno znajomych ateistów z Syrii - wtrąca Daria - uchodźców i ludzi online. Wielu młodych Syryjczyków porzuca islam w obliczu monstrualnego barbarzyństwa tzw. islamskich bojowników. Ludzie na Zachodzie nigdy do końca nie zrozumieją fanatyzmu islamskiego, przerabialiście te rzeczy kilkaset lat temu. Jesteście niebywale wolni i często nie potraficie tego docenić. Wiesz, jakie jest moje marzenie?
- Nie.

- Marzę, żeby napisać w Austrii książkę o fundamentalizmie egipskim. Ale nie tym z bombami i długimi brodami, bo takich książek jest pełno. Chciałabym napisać książkę o fundamentalizmie ukrytym w duszy przeciętnego Egipcjanina. Taką analizę schorowanej, zatrutej dogmatami, zastraszonej irracjonalizmem duszy.

- Czy można już mówić o czymś takim jak masowy ateizm arabski?

- Szacuję, że w całym świecie arabskim jest kilka milionów ateistów - mówi Mansur. - Współpracujemy z ateistami z całego świata, szczególnie z tymi, którzy ryzykują życie za swoje poglądy. Z Irańczykami, Sudańczykami, Saudyjczykami. Nasz przyjaciel Raif Badawi, organizator saudyjskiej strony Saudi Arabian Liberals, został skazany w Rijadzie na 10 lat więzienia, ponad ćwierć miliona dolarów grzywny i tysiąc batów za "ateizm, bluźnierstwo i za 'ukuk".

- Za co?

- Za 'ukuk, czyli niesłuchanie ojca. Taka kara przewidziana jest w niektórych krajach islamskich. Powiedz, kto przeżyje tysiąc batów? Jego żona musiała uciekać z dziećmi do Bejrutu. Fanatycy grozili całej rodzinie Raifa.



- Czy ateiści egipscy mają jakiegoś ojca duchowego?

- Jesteśmy otwarci na wolnomyślicieli wszystkich czasów i narodów, ale gdybym miał wymienić kogoś ze świata arabskiego, to na pewno wielu z nas jest zwolennikami Abdullaha al-Kasimiego.

- Kto to jest?

- Był. To saudyjski filozof zmarły prawie 20 lat temu w Kairze. Przeżył wiele zamachów na swoje życie i spędził lata w więzieniach różnych krajów arabskich - bity, torturowany, upokarzany. Zaczynał jako salafita, aby potem zostać wolnomyślicielem, filozofem i ateistą. Napisał wiele książek, wszystkie są zabronione w krajach arabskich. Najbardziej znana to "Oni kłamią, że widzą Boga". Szejchowie całego świata arabskiego nazywali go "bestią". Kiedy umarł na raka w kairskim szpitalu, jeden z głównych imamów saudyjskich wydał oświadczenie, w którym napisał, że ma nadzieję, że śmierć al--Kasimiego "była długa i powolna". Zadbaliśmy o to, żeby całe dzieło al-Kasimiego znalazło się w internecie, koniec z cenzurą brodatych bandziorów - Mansur puszcza kółka z dymu.

Artykuł 98 egipskiego kodeksu karnego mówi m.in., "że karze do pięciu lat więzienia podlega każdy, kto obraża >>niebiańskie religie<< - islam, chrześcijaństwo i judaizm".

- Pod ten paragraf podciąga się każdego, kto głosi niezależne poglądy - mówi Mansur. - Każdego: artystę, agnostyka, wolnomyślicielskiego filozofa czy krytyka religijnego. Natomiast zawsze możesz obrazić np. buddystę czy hinduistę, tego nikt nie zauważy. Bracia chcieli w ogóle zakazać praktykowania w Egipcie religii innych niż "niebiańskie", na szczęście nie zdążyli.

- Będziecie latem głosować w wyborach parlamentarnych?

- Oczywiście, jesteśmy ciągle obywatelami tego państwa.

- Na kogo?

- Na armię - odpowiadają zgodnym chórem.

- Słuchajcie, wyglądacie na mocno wyautowanych z tego społeczeństwa - czy wy w ogóle czujecie się Egipcjanami?

- Daj spokój - Mansur wymienia cybuch w swojej sziszy. - Jesteśmy obywatelami świata.


- A jak wyobrażacie sobie wasze wspólne życie w przyszłości? Chcecie wyemigrować do dwóch różnych krajów. Jesteście przecież parą.
- No, niezupełnie - Mansur uśmiecha się. - To znaczy Daria jest moją dziewczyną, ale ja nie jestem jej chłopakiem.

- Nie bardzo rozumiem.

- No... - Daria pochyla się w moją stronę. - Mansur nie jest moim chłopakiem, bo ja żyję z tą dziewczyną z American University. Ale czasem... - jej wielkie czarne oczy się śmieją. - Czasem potrzebuję też mężczyzny.

- O, kurczę, Daria - nie mogłem się opanować. Poczułem w sobie tę słodką dziennikarską pazerność. - O, kurczę, chodź, porozmawiamy teraz o tym.

- Jasne - dziewczyna się śmieje. - Ale nie teraz i nie tutaj. Może kiedyś u ciebie w Aleksandrii, tam też mam dziewczynę.
[Finito]

No comments:

Post a Comment