2017-02-05

Newsweek propaganda: not-so-German Death Camps

Check out the article Polish Activists Tow "Nazi German" Death Camps Billboard Through Europe in online Newsweek

Some corrections to Newsweek's insidious propaganda are due:
"in a bid to distance Poland from the atrocities of the Nazi regime."
-> to remind the viewers of the atrocities of the German (Nazi) regime.

"Auschwitz was built in the east European country, along with several other concentration camps, as part of the Nazis’ ethnic cleansing of Jews and other minorities during World War II."
Source: GermanDeathCamps
-> The Auschwitz concentration camp was built by Germans in occupied Poland [...] as part of their plan to exterminate Poles, Russians (the first victims of the camp), Jews etc. during WWII.

As you can see, even such an "objective" article in the US Press is tendentious by implying that Poles were responsible for the German camps and thus were Hitler's willing helpers. 

2017-02-01

Z listów publicznych o filozofii. I odwadze cywilnej.

Kontekst polityczny: pewien wykładowca, doktor Nowak, miał śmiałość wyrazić swoje zdanie
Oryginał listu go wspierającego tu: Filozofia w Białymstoku zaś poniżej jego kopia:
17 stycznia 2017 r.
Do:
Jego Magnificencji Rektora UwB
Dra hab. Roberta Ciborowskiego, prof. UwB

Dziekan Wydziału Historyczno-Socjologicznego UwB
Dr hab. Joanny Sadowskiej, prof. UwB

Pełnomocnika ds. Osób Niepełnosprawnych UwB
dr Doroty Otapowicz

Kierownik Katedry filozofii i Etyki UwB
Prof. dr hab. Małgorzaty Kowalskiej

List w sprawie obrony Profesora Piotra Nowaka

Profesor Piotr Nowak w artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” stawia pytanie: czy osoby upośledzone umysłowo w stopniu uniemożliwiającym swobodne przeprowadzenie zajęć na wyższych studiach humanistycznych powinny mieć prawo studiowania wraz innymi studentami na takich samych, jak oni, warunkach? I w odpowiedzi postuluje wprowadzenie w tym przypadku „ograniczonej dyskryminacji”. Argumentuje to stwierdzeniem, że zajęcia uniwersyteckie nie mogą być przekształcone w formę terapii zajęciowej, ponieważ odbywałaby się ona kosztem wiedzy i rozwoju pozostałych studentów. Dotknięty chorobą lub dysfunkcją psychiczną student w niektórych przypadkach może mieć problem z przyswojeniem wiedzy, a nauczyciel akademicki nie ma kompetencji psychologa czy psychiatry, żeby sobie z takim studentem radzić. Zajęcia akademickie polegające na wchodzeniu w interakcję z niepoczytalną osobą uważa za bezsensowne. Oczekuje w tej sytuacji wsparcia ze strony uniwersytetu, następnie daje wyraz swojemu zdziwieniu, że po zgłoszeniu przełożonym problemu zostaje pomówiony o nietolerancję. Za te poglądy zostaje uznany przez wielu internautów, część studentów i współpracowników za „faszystę”, „potwora”, wroga publicznego numer 1. Czy Nowak jest faszystą?
Po pierwsze, jedna z niżej podpisanych osób ma stwierdzony zespół Aspergera. Była studentem prof. Nowaka, wybrała go za promotora swojej pracy magisterskiej i nie miała z tego powodu żadnych problemów, przeciwnie – duże wsparcie.
Po drugie, jeden z niżej podpisanych jest osobą z mocnym upośledzeniem wzroku – a zarazem doktorantem prof. Nowaka, nazywanym przez niego „jednym z najzdolniejszych studentów”. Prof. Nowak był jedynym nauczycielem, który pojawiał się w szpitalu podczas operacji oczu, niejednokrotnie wspierał go. Prof. Nowak z powodzeniem prowadził ze swym doktorantem konwersatorium „Renaissance or bringing heavens to the earth”, o przewrocie obrazowania ikonicznego w perspektywę linearną i jego konsekwencjach dla naszego postrzegania i rozumienia świata. Nowak, jako jedyna w środowisku akademickim osoba, a i jedyna osoba w ogóle, zaproponował Rafałowi pracę, uznając, że brak wzroku nie przeszkadza w myśleniu i tłumaczeniu tekstów.
Po trzecie, w trakcie studiów filozoficznych na ciężką chorobę mózgu zachorował jeden z bardzo lubianych wykładowców. Już podczas pierwszych zajęć w semestrze (ćwiczenia i wykłady z przedmiotu ‘filozofia średniowieczna’) nie mógł się skoncentrować, miał chaotyczny słowotok, wylew wulgaryzmów i krępujących słuchaczy wyznań osobistych. Z zajęć na zajęcia sytuacja pogarszała się, po kilku miesiącach opowiedzieliśmy kilku wykładowcom o problemie. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że człowiek jest chory i nie ma kto się nim zająć, że jeśli straci pracę zostanie bez środków do życia i że powinniśmy „mieć serce”. „Mieliśmy serce”, nie mieliśmy natomiast zajęć bo nauczyciel o nich przeważnie zapominał, a kiedy się pojawiał, nie miały one sensu. Na koniec wszyscy dostaliśmy piątki i czwórki – za nic, i było po problemie. Tej samej osobie, w coraz gorszym stanie, przydzielono kolejne zajęcia z nami (ćwiczenia z przedmiotu ‘filozofia nowożytna’). Było już dużo gorzej: odprowadzaliśmy go na dworzec, żeby nie pomylił kierunku pociągu albo chodziliśmy na herbatę, żeby nie wałęsał się po mieście. „Prowadził” też zajęcia fakultatywne. W ramach „solidarności” wszyscy udawali, że nie ma problemu. Zdaniem wielu „zdaliśmy egzamin z etyki”. Uniwersytet umył ręce od problemu, zostawił go studentom, nie podjął żadnej próby wypracowania jakiegoś sposobu postępowania. Podobnie jak w przypadku wykładowcy z problemem alkoholowym, któremu pozwolono bezkarnie mieć zajęcia przez cały semestr, ale tym razem zaprotestowaliśmy, nie pozwalając na kolejny semestr fikcji. Podobnie jak w przypadku kilku wykładowców, którzy „odlecieli” kilka lat temu: jeden w ramach różnie nazywanych zajęć prowadzi wojnę z myślą Jana Pawła II, drugi – uczy się swojego przedmiotu wraz ze studentami, trzeci – „żyje we własnym świecie”. Taki koloryt, nie wiem, na ile lokalny, może w wielu miejscach środowisko w ten właśnie sposób chroni „swoich”.
W październiku 2016 roku planowaliśmy promocję książki „Umieram, więc jestem” P. Nowaka, odezwałam się do niego w tej sprawie. Odpisał, że jest załamany sytuacją na I roku, nie ma teraz siły na spotkania promocyjne. Twierdził, że zgłosił problem, jaki ma z psychicznie chorym studentem swoim przełożonym, ale – prawdopodobnie – został pozostawiony samemu sobie. Po kilku miesiącach napisał tekst „Czy ludzie niezrównoważeni psychicznie powinni być przyjmowani na uczelnie wyższe?”, opublikowany w „Rzeczpospolitej”.
Jak wyglądały zajęcia mojego rocznika filozofii z prof. Nowakiem? Poinformował nas, że oczekuje: ciszy, skupienia, wyłączonych komórek, wywietrzonej sali, przygotowania do zajęć polegającego na przeczytaniu i przemyśleniu zadanego tekstu (czytanie na chybcika do takich nie zalicza), sporządzania protokołu z odbytych zajęć i referatu z bieżącej lektury (w odpowiednim tłumaczeniu) – jeśli nie będzie „ochotników”, będzie wywoływał referujących z sali. Był wymagający, surowy, nie pozwalał na swobodne odbieganie od tematu, pilnował toku wywodu, żądał sporządzania notatek. Jego wykłady były autorskie, proponował wyraziste interpretacje: z jednej strony bardzo bliskie drobiazgowego rozbioru tekstu, z drugiej – erudycyjne, wymagające oczytania i obycia w kulturze. Kiedy ktoś się spóźnił – relacjonował dotychczasowe wnioski, kiedy ktoś nie znał znaczenia słowa – cierpliwie tłumaczył. Cenił uczciwe przyznanie się do nierozumienia pojęć czy problemów. Jego zajęcia były fantastyczne, na pierwszym roku mówiliśmy o nim „Maestro”. Kiedy raz przeszedł ze studentem na „ty”, nigdy, w żadnej sytuacji – oficjalnej czy nieoficjalnej – nie wycofywał się z tego. Kiedy tylko jedna lub dwie osoby przeczytały lekturę, rozmawiał tylko z nimi, nie pozwalał osobom nieprzygotowanym do zajęć na plecenie podczas zajęć co im ślina na język przyniesie. Jeśli nikt z grupy nie przeczytał tekstu, rozkładał ręce: „przykro mi, nie mamy o czym rozmawiać” i zajęć nie było. Denerwował się, kiedy kilka osób z rzędu nie umiało odpowiedzieć na pytanie: z czym kojarzą nazwisko Robespierre, studentce, która nie znała znaczenia słowa „maska” wytłumaczył znaczenie, mimo osłupienia. Cenił zaangażowanie i rzetelność, ale nie był formalistą, nie czepiał się. Przyjmował zaproszenia na piwo (tak, i to były niesamowite wieczory i dyskusje, kto chce niech umiera ze zgorszenia). Potrafił dwie godziny odpowiadać na pytanie co sądzi o „czarnych zeszytach” Heideggera, upewniając się, że jest to pytanie zadane serio, a nie rzucone od niechcenia. O filozofii mówił tylko na poważnie, albo wcale. Przywoził nam książki walizkami. Zapraszał swoich przyjaciół do Białegostoku, a nas do swoich przyjaciół na szkoły letnie, seminaria, wyjazdy, podczas których dyskutował z nami swoje publikacje, pomysły, lektury, na które zabrakło czasu podczas roku akademickiego. Nie mógł zrozumieć kserowania książek, nie godził się z tym. Prosił, żebyśmy je wypożyczali albo kupowali. Miał swoje „koniki” egzaminacyjne: klasyczną definicję prawdy, imperatyw kategoryczny i kategorię smaku i dojrzałości Kanta. Wymagał argumentowania w oparciu o tekst i samodzielne myślenie. Na naszą prośbę i po interwencjach u władz wydziału, pozwolono mu prowadzić fakultety: z filozofii literatury, filozofii politycznej, literatury rosyjskiej, myśli politycznej Shakespeare’a. Przy jego wsparciu założyliśmy Koło Naukowe Filozofów, został jego opiekunem. Organizowaliśmy z nim i redakcją „Kronosa” debaty filozoficzne. Wspomnę tylko kilka najważniejszych: debatę „Filozofia i polityka – Machiavelli i Shakespeare” (15.12.2011) w Galerii Arsenał, jej gośćmi byli: Marcin Rychter, Małgorzata Grzegorzewska, Mikołaj Wiśniewski, Piotr Nowak; debatę „Wojna i Wrogość. Carl Schmitt o istocie polityczności” (19.04.2012), w galerii Telimena. Jej gośćmi byli: Marek Cichocki, Bartosz Kuźniarz oraz Piotr Nowak.
Kolejna debata w galerii Telimena (25.05.2012) dotyczyła książki Pawła Śpiewaka „Żydokomuna: interpretacje historyczne”, o której poza samym autorem mieli okazję wypowiedzieć się Daniel Grinberg, Edmund Dmitrów i Piotr Nowak. Śpiewaka wyprowadziliśmy z galerii innym wyjściem, żeby nie natknął się na chłopaków z ONR-u, którzy w tym czasie organizowali apel z pochodniami pod kinem „Ton”. Nowak zawsze był dumny, że tu uczy, podkreślał, że „jest z Białegostoku”.
Wraz ze swoim doktorantem zaprosił całe nasze koło do Berlina do Bard College. W czerwcu 2012 w European College of Liberal Arts poprowadziliśmy dwie prezentacje projektów artystycznych: „Ex Oriente Lux” Grzegorza Dąbrowskiego i „Podróż na Wschód” Galerii Arsenał.
Dyskusja wokół nowego wydania „Uczty” Platona w tłumaczeniu Andrzeja Serafina (21.06.2012), której gośćmi byli Tadeusz Gadacz, Małgorzata Grzegorzewska i Piotr Nowak była jedną z najlepszych debat.
W sierpniu 2012 roku prof. Nowak zaprosił nas do chaty swego przyjaciela, Mikołaja Wiśniewskiego („Kronos”, anglistyka UW, tłumacz) w Mierzwicach. Czytaliśmy tam teksty Arendt, Shakespeare’a („Burzę”) i wiersze Emily Dickinson. W stodole Piotr miał znakomity wykład na temat tekstu „Co to jest oświecenie” Kanta. Wyjazdy, nocne dyskusje, podczas których mogliśmy zamęczać pytaniami prof. Gadacza czy prof. Śpiewaka – to były najcenniejsze chwile naszej edukacji, bezcenne. Zawdzięczamy je Nowakowi. Jest konserwatystą myśli, ale demokratą życia. Nie zrażały go nasze braki w lekturach, cierpliwie prosił: „czytajcie”. Nikomu nie zamknął drogi do dalszego studiowania, egzaminy, mimo że baliśmy się ich strasznie, zdawali wszyscy, także najsłabsi. Potem była paskudna batalia o filozofię, podczas której Nowak z dwójką innych wykładowców i studentami, walczył o zachowanie filozofii na UwB. W naszych oczach – zdał egzamin z życia.
Czy wyobrażamy sobie jego zajęcia z biegającym po sali i pokrzykującym studentem? Nie. Tak jak nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji podczas seansu filmowego czy przedstawienia teatralnego. Myśli się w skupieniu i ciszy, w rozmowie trzeba słyszeć rozmówce i być słyszalnym. A do filozofii trzeba mieć głowę.
Problem osób chorych psychicznie lub o różnego rodzaju nieprzystosowaniu istnieje na uczelniach, ale póki co – zamiatany jest po dywan miotłą poprawności politycznej i dyskursu równościowego. Jak pokazuje życie – problem jednak istnieje. Ostatnią ofiarą tego problemu został prof. Nowak.
Jeśli Nowak jest faszystą, my też jesteśmy faszystami.
Joanna Dolecka
Rafał Kuczyński
Przemysław Ralicki
Arnold Toczyski