2017-02-01

Z listów publicznych o filozofii. I odwadze cywilnej.

Kontekst polityczny: pewien wykładowca, doktor Nowak, miał śmiałość wyrazić swoje zdanie
Oryginał listu go wspierającego tu: Filozofia w Białymstoku zaś poniżej jego kopia:
17 stycznia 2017 r.
Do:
Jego Magnificencji Rektora UwB
Dra hab. Roberta Ciborowskiego, prof. UwB

Dziekan Wydziału Historyczno-Socjologicznego UwB
Dr hab. Joanny Sadowskiej, prof. UwB

Pełnomocnika ds. Osób Niepełnosprawnych UwB
dr Doroty Otapowicz

Kierownik Katedry filozofii i Etyki UwB
Prof. dr hab. Małgorzaty Kowalskiej

List w sprawie obrony Profesora Piotra Nowaka

Profesor Piotr Nowak w artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” stawia pytanie: czy osoby upośledzone umysłowo w stopniu uniemożliwiającym swobodne przeprowadzenie zajęć na wyższych studiach humanistycznych powinny mieć prawo studiowania wraz innymi studentami na takich samych, jak oni, warunkach? I w odpowiedzi postuluje wprowadzenie w tym przypadku „ograniczonej dyskryminacji”. Argumentuje to stwierdzeniem, że zajęcia uniwersyteckie nie mogą być przekształcone w formę terapii zajęciowej, ponieważ odbywałaby się ona kosztem wiedzy i rozwoju pozostałych studentów. Dotknięty chorobą lub dysfunkcją psychiczną student w niektórych przypadkach może mieć problem z przyswojeniem wiedzy, a nauczyciel akademicki nie ma kompetencji psychologa czy psychiatry, żeby sobie z takim studentem radzić. Zajęcia akademickie polegające na wchodzeniu w interakcję z niepoczytalną osobą uważa za bezsensowne. Oczekuje w tej sytuacji wsparcia ze strony uniwersytetu, następnie daje wyraz swojemu zdziwieniu, że po zgłoszeniu przełożonym problemu zostaje pomówiony o nietolerancję. Za te poglądy zostaje uznany przez wielu internautów, część studentów i współpracowników za „faszystę”, „potwora”, wroga publicznego numer 1. Czy Nowak jest faszystą?
Po pierwsze, jedna z niżej podpisanych osób ma stwierdzony zespół Aspergera. Była studentem prof. Nowaka, wybrała go za promotora swojej pracy magisterskiej i nie miała z tego powodu żadnych problemów, przeciwnie – duże wsparcie.
Po drugie, jeden z niżej podpisanych jest osobą z mocnym upośledzeniem wzroku – a zarazem doktorantem prof. Nowaka, nazywanym przez niego „jednym z najzdolniejszych studentów”. Prof. Nowak był jedynym nauczycielem, który pojawiał się w szpitalu podczas operacji oczu, niejednokrotnie wspierał go. Prof. Nowak z powodzeniem prowadził ze swym doktorantem konwersatorium „Renaissance or bringing heavens to the earth”, o przewrocie obrazowania ikonicznego w perspektywę linearną i jego konsekwencjach dla naszego postrzegania i rozumienia świata. Nowak, jako jedyna w środowisku akademickim osoba, a i jedyna osoba w ogóle, zaproponował Rafałowi pracę, uznając, że brak wzroku nie przeszkadza w myśleniu i tłumaczeniu tekstów.
Po trzecie, w trakcie studiów filozoficznych na ciężką chorobę mózgu zachorował jeden z bardzo lubianych wykładowców. Już podczas pierwszych zajęć w semestrze (ćwiczenia i wykłady z przedmiotu ‘filozofia średniowieczna’) nie mógł się skoncentrować, miał chaotyczny słowotok, wylew wulgaryzmów i krępujących słuchaczy wyznań osobistych. Z zajęć na zajęcia sytuacja pogarszała się, po kilku miesiącach opowiedzieliśmy kilku wykładowcom o problemie. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że człowiek jest chory i nie ma kto się nim zająć, że jeśli straci pracę zostanie bez środków do życia i że powinniśmy „mieć serce”. „Mieliśmy serce”, nie mieliśmy natomiast zajęć bo nauczyciel o nich przeważnie zapominał, a kiedy się pojawiał, nie miały one sensu. Na koniec wszyscy dostaliśmy piątki i czwórki – za nic, i było po problemie. Tej samej osobie, w coraz gorszym stanie, przydzielono kolejne zajęcia z nami (ćwiczenia z przedmiotu ‘filozofia nowożytna’). Było już dużo gorzej: odprowadzaliśmy go na dworzec, żeby nie pomylił kierunku pociągu albo chodziliśmy na herbatę, żeby nie wałęsał się po mieście. „Prowadził” też zajęcia fakultatywne. W ramach „solidarności” wszyscy udawali, że nie ma problemu. Zdaniem wielu „zdaliśmy egzamin z etyki”. Uniwersytet umył ręce od problemu, zostawił go studentom, nie podjął żadnej próby wypracowania jakiegoś sposobu postępowania. Podobnie jak w przypadku wykładowcy z problemem alkoholowym, któremu pozwolono bezkarnie mieć zajęcia przez cały semestr, ale tym razem zaprotestowaliśmy, nie pozwalając na kolejny semestr fikcji. Podobnie jak w przypadku kilku wykładowców, którzy „odlecieli” kilka lat temu: jeden w ramach różnie nazywanych zajęć prowadzi wojnę z myślą Jana Pawła II, drugi – uczy się swojego przedmiotu wraz ze studentami, trzeci – „żyje we własnym świecie”. Taki koloryt, nie wiem, na ile lokalny, może w wielu miejscach środowisko w ten właśnie sposób chroni „swoich”.
W październiku 2016 roku planowaliśmy promocję książki „Umieram, więc jestem” P. Nowaka, odezwałam się do niego w tej sprawie. Odpisał, że jest załamany sytuacją na I roku, nie ma teraz siły na spotkania promocyjne. Twierdził, że zgłosił problem, jaki ma z psychicznie chorym studentem swoim przełożonym, ale – prawdopodobnie – został pozostawiony samemu sobie. Po kilku miesiącach napisał tekst „Czy ludzie niezrównoważeni psychicznie powinni być przyjmowani na uczelnie wyższe?”, opublikowany w „Rzeczpospolitej”.
Jak wyglądały zajęcia mojego rocznika filozofii z prof. Nowakiem? Poinformował nas, że oczekuje: ciszy, skupienia, wyłączonych komórek, wywietrzonej sali, przygotowania do zajęć polegającego na przeczytaniu i przemyśleniu zadanego tekstu (czytanie na chybcika do takich nie zalicza), sporządzania protokołu z odbytych zajęć i referatu z bieżącej lektury (w odpowiednim tłumaczeniu) – jeśli nie będzie „ochotników”, będzie wywoływał referujących z sali. Był wymagający, surowy, nie pozwalał na swobodne odbieganie od tematu, pilnował toku wywodu, żądał sporządzania notatek. Jego wykłady były autorskie, proponował wyraziste interpretacje: z jednej strony bardzo bliskie drobiazgowego rozbioru tekstu, z drugiej – erudycyjne, wymagające oczytania i obycia w kulturze. Kiedy ktoś się spóźnił – relacjonował dotychczasowe wnioski, kiedy ktoś nie znał znaczenia słowa – cierpliwie tłumaczył. Cenił uczciwe przyznanie się do nierozumienia pojęć czy problemów. Jego zajęcia były fantastyczne, na pierwszym roku mówiliśmy o nim „Maestro”. Kiedy raz przeszedł ze studentem na „ty”, nigdy, w żadnej sytuacji – oficjalnej czy nieoficjalnej – nie wycofywał się z tego. Kiedy tylko jedna lub dwie osoby przeczytały lekturę, rozmawiał tylko z nimi, nie pozwalał osobom nieprzygotowanym do zajęć na plecenie podczas zajęć co im ślina na język przyniesie. Jeśli nikt z grupy nie przeczytał tekstu, rozkładał ręce: „przykro mi, nie mamy o czym rozmawiać” i zajęć nie było. Denerwował się, kiedy kilka osób z rzędu nie umiało odpowiedzieć na pytanie: z czym kojarzą nazwisko Robespierre, studentce, która nie znała znaczenia słowa „maska” wytłumaczył znaczenie, mimo osłupienia. Cenił zaangażowanie i rzetelność, ale nie był formalistą, nie czepiał się. Przyjmował zaproszenia na piwo (tak, i to były niesamowite wieczory i dyskusje, kto chce niech umiera ze zgorszenia). Potrafił dwie godziny odpowiadać na pytanie co sądzi o „czarnych zeszytach” Heideggera, upewniając się, że jest to pytanie zadane serio, a nie rzucone od niechcenia. O filozofii mówił tylko na poważnie, albo wcale. Przywoził nam książki walizkami. Zapraszał swoich przyjaciół do Białegostoku, a nas do swoich przyjaciół na szkoły letnie, seminaria, wyjazdy, podczas których dyskutował z nami swoje publikacje, pomysły, lektury, na które zabrakło czasu podczas roku akademickiego. Nie mógł zrozumieć kserowania książek, nie godził się z tym. Prosił, żebyśmy je wypożyczali albo kupowali. Miał swoje „koniki” egzaminacyjne: klasyczną definicję prawdy, imperatyw kategoryczny i kategorię smaku i dojrzałości Kanta. Wymagał argumentowania w oparciu o tekst i samodzielne myślenie. Na naszą prośbę i po interwencjach u władz wydziału, pozwolono mu prowadzić fakultety: z filozofii literatury, filozofii politycznej, literatury rosyjskiej, myśli politycznej Shakespeare’a. Przy jego wsparciu założyliśmy Koło Naukowe Filozofów, został jego opiekunem. Organizowaliśmy z nim i redakcją „Kronosa” debaty filozoficzne. Wspomnę tylko kilka najważniejszych: debatę „Filozofia i polityka – Machiavelli i Shakespeare” (15.12.2011) w Galerii Arsenał, jej gośćmi byli: Marcin Rychter, Małgorzata Grzegorzewska, Mikołaj Wiśniewski, Piotr Nowak; debatę „Wojna i Wrogość. Carl Schmitt o istocie polityczności” (19.04.2012), w galerii Telimena. Jej gośćmi byli: Marek Cichocki, Bartosz Kuźniarz oraz Piotr Nowak.
Kolejna debata w galerii Telimena (25.05.2012) dotyczyła książki Pawła Śpiewaka „Żydokomuna: interpretacje historyczne”, o której poza samym autorem mieli okazję wypowiedzieć się Daniel Grinberg, Edmund Dmitrów i Piotr Nowak. Śpiewaka wyprowadziliśmy z galerii innym wyjściem, żeby nie natknął się na chłopaków z ONR-u, którzy w tym czasie organizowali apel z pochodniami pod kinem „Ton”. Nowak zawsze był dumny, że tu uczy, podkreślał, że „jest z Białegostoku”.
Wraz ze swoim doktorantem zaprosił całe nasze koło do Berlina do Bard College. W czerwcu 2012 w European College of Liberal Arts poprowadziliśmy dwie prezentacje projektów artystycznych: „Ex Oriente Lux” Grzegorza Dąbrowskiego i „Podróż na Wschód” Galerii Arsenał.
Dyskusja wokół nowego wydania „Uczty” Platona w tłumaczeniu Andrzeja Serafina (21.06.2012), której gośćmi byli Tadeusz Gadacz, Małgorzata Grzegorzewska i Piotr Nowak była jedną z najlepszych debat.
W sierpniu 2012 roku prof. Nowak zaprosił nas do chaty swego przyjaciela, Mikołaja Wiśniewskiego („Kronos”, anglistyka UW, tłumacz) w Mierzwicach. Czytaliśmy tam teksty Arendt, Shakespeare’a („Burzę”) i wiersze Emily Dickinson. W stodole Piotr miał znakomity wykład na temat tekstu „Co to jest oświecenie” Kanta. Wyjazdy, nocne dyskusje, podczas których mogliśmy zamęczać pytaniami prof. Gadacza czy prof. Śpiewaka – to były najcenniejsze chwile naszej edukacji, bezcenne. Zawdzięczamy je Nowakowi. Jest konserwatystą myśli, ale demokratą życia. Nie zrażały go nasze braki w lekturach, cierpliwie prosił: „czytajcie”. Nikomu nie zamknął drogi do dalszego studiowania, egzaminy, mimo że baliśmy się ich strasznie, zdawali wszyscy, także najsłabsi. Potem była paskudna batalia o filozofię, podczas której Nowak z dwójką innych wykładowców i studentami, walczył o zachowanie filozofii na UwB. W naszych oczach – zdał egzamin z życia.
Czy wyobrażamy sobie jego zajęcia z biegającym po sali i pokrzykującym studentem? Nie. Tak jak nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji podczas seansu filmowego czy przedstawienia teatralnego. Myśli się w skupieniu i ciszy, w rozmowie trzeba słyszeć rozmówce i być słyszalnym. A do filozofii trzeba mieć głowę.
Problem osób chorych psychicznie lub o różnego rodzaju nieprzystosowaniu istnieje na uczelniach, ale póki co – zamiatany jest po dywan miotłą poprawności politycznej i dyskursu równościowego. Jak pokazuje życie – problem jednak istnieje. Ostatnią ofiarą tego problemu został prof. Nowak.
Jeśli Nowak jest faszystą, my też jesteśmy faszystami.
Joanna Dolecka
Rafał Kuczyński
Przemysław Ralicki
Arnold Toczyski

1 comment:

  1. Pan Nowak został potępiony, nie dlatego że był "Maestro" i ludzki dla studentów, ale dlatego że w swoim artykule celowo mieszał chorobę psychiczną z określeniami "półgłówek", czy "obłąkany". Jest to zwyczajnie podłe...

    Co do odwagi cywilnej, to bronienie takich upadlających zachowań jest tak samo odważne, jak bronienie damskich bokserów.

    ReplyDelete